Panna młoda odc. 234: Cihan ratuje Hancer przed upadkiem z drabiny!

Beyza po ciężkim dniu pracy w salonie fryzjerskim leżała półprzytomna na turkusowej kanapie. Pomarańczowy sweter tylko podkreślał jej zmęczoną, bladą twarz. Skuliła nogi, oparła głowę o poduszki i co chwilę jęczała z bólu, jakby kilka godzin sprzątania było największą tragedią, jaka kiedykolwiek ją spotkała.

Gulsum siedziała tuż za nią, na brzegu łóżka przykrytego wzorzystą narzutą, i cierpliwie masowała jej ramiona. Sama wyglądała na wyczerpaną, ale mimo upokorzenia nadal wykonywała polecenia Beyzy z dawnym odruchem pokojówki.

Po drugiej stronie pokoju, na narożniku kanapy, rozsiadła się Yonca. W różowej bluzce, z filiżanką w dłoni i telefonem pod ręką, wyglądała na zaskakująco zrelaksowaną. Z ukrytą satysfakcją obserwowała cierpienie dawnej przyjaciółki.

— O Boże, umieram… — jęknęła Beyza, przymykając oczy. — Sprzątanie jest strasznie ciężkie.

Gulsum na moment zatrzymała dłonie na jej plecach.

— Teraz może sobie wyobrazisz, jak ja czułam się, sprzątając całą rezydencję — odezwała się cicho. — Zarabianie na życie nie jest łatwe, pani Beyzo. Pracowałam bardzo ciężko, a za ostatni miesiąc nawet nie dostałam wypłaty. Może porozmawiasz z panią Mukadder i jej przypomnisz?

Beyza gwałtownie odwróciła głowę.

— Dość! — syknęła, wyraźnie tracąc cierpliwość. — Nie zniosę teraz twojego narzekania. Zrób mi herbatę. Z limonką, melisą, obojętnie. Coś gorącego. Muszę się rozgrzać.

Gulsum wstała posłusznie.

— Nakryć do stołu?

— Nie. Nie mam siły nawet trzymać widelca. Idź już.

Pokojówka bez słowa ruszyła w stronę kuchni. Beyza poprawiła poduszkę za plecami i ponownie opadła na kanapę, nadal wzdychając i narzekając pod nosem.

Yonca przyglądała jej się przez chwilę z rozbawieniem. Potem sięgnęła po telefon i napisała wiadomość do Nusreta:

Twoja rozpieszczona księżniczka jest kompletnie zrujnowana. Leży na kanapie i jęczy”.

Odpowiedź przyszła niemal natychmiast:

„Tak trzymaj. Niech zobaczy, jak wygląda prawdziwe życie. I nawet nie waż się jej współczuć”.

Yonca uśmiechnęła się pod nosem.

Nigdy bym jej nie współczuła — pomyślała.

Odłożyła telefon, uniosła filiżankę i upiła kilka łyków herbaty z błogim spokojem. Widok bezradnej, obolałej Beyzy był dla niej lepszy niż najpiękniejszy sen.

Beyza leży wyczerpana na kanapie po dniu ciężkiej pracy. Trzyma się ręką za głowę, co sugeruje dotkliwą migrenę.

Nazajutrz Cemil zwolnił kroku przed salonem fryzjerskim i zatrzymał się jak wryty. Na szybie z czarnym szyldem „Gurur Bayan Kuaförü”, częściowo przesłoniętej donicami z kwiatami, ktoś energicznie przesuwał niebieską ścierkę. Kobieta stała do niego tyłem, miała na sobie jasny fartuch i długie, ciemne włosy opadające na plecy. Z tej odległości wyglądała niemal jak Beyza.

— Nie… to niemożliwe, żeby to była ona — mruknął pod nosem.

Kobieta schyliła się po wiadro i zniknęła we wnętrzu salonu. Cemil zmrużył oczy, jeszcze przez chwilę wpatrując się w drzwi.

— Ale jest do niej bardzo podobna — dodał, coraz bardziej zaintrygowany.

Nie potrafił przejść obojętnie. W końcu ruszył w stronę wejścia, minął ustawione przed salonem ławki i donice, po czym zajrzał do środka.

W jasnym, przytulnym wnętrzu zobaczył Yoncę. Stała spokojnie, z rękami luźno splecionymi przed sobą i ledwie widocznym uśmiechem na ustach.

— Witaj, bracie Cemilu — przywitała go słodko. — Co cię do mnie sprowadza?

Cemil podrapał się po głowie, wyraźnie zmieszany.

— Pozwól, że o coś zapytam. Przed chwilą widziałem kobietę myjącą okna. Zatrudniłaś kogoś? Nie zrozum mnie źle, ale wyglądała dokładnie jak Beyza. Jakby miała swoją kopię. Przez moment nie mogłem uwierzyć własnym oczom.

W tej samej chwili z zaplecza wyszła Beyza. Miała na sobie jasny, roboczy fartuch, a jej twarz natychmiast stężała, gdy zobaczyła Cemila. Yonca odwróciła się w jej stronę i uśmiechnęła szeroko.

— Nie, bracie Cemilu. To żadna kopia — oznajmiła z satysfakcją. — To najprawdziwszy oryginał. Beyza we własnej osobie.

Beyza zacisnęła usta, ale po chwili zmusiła się do uśmiechu. Nie mogła pozwolić, by Cemil zobaczył całą jej klęskę.

— Postanowiłam otworzyć salon fryzjerski — powiedziała, unosząc brodę. — Chciałam zacząć nowy rozdział. Zupełnie od początku. Znalazłam lokal właśnie w tej dzielnicy. A moja najlepsza przyjaciółka jest tu razem ze mną.

Yonca natychmiast spoważniała.

— Kochanie, o czym rozmawiałyśmy? — zapytała chłodno. — W salonie zapominamy o prywatnych układach. Tutaj jestem twoją szefową. Jasne?

Twarz Beyzy zesztywniała. Próbowała przedstawić się jako właścicielka, kobieta niezależna i dumna, ale Yonca nie zamierzała pozwolić jej uciec od prawdy.

— Spójrz na półki — dodała, wskazując ręką bałagan przy stanowisku. — Same się nie uporządkują. No dalej, posprzątaj. Szybciej.

Beyza bez słowa odwróciła się i zabrała do pracy. Zrobiła to jednak tak, by nie musieć patrzeć Cemilowi w oczy.

— Usiądź, bracie Cemilu — powiedziała Yonca, wskazując mu fotel w rogu salonu. — Odpocznij chwilę.

Mężczyzna usiadł i sięgnął po katalog z próbkami kolorów. Przerzucał kolejne strony, wciąż zerkając ukradkiem w stronę Beyzy, kiedy drzwi salonu otworzyły się ponownie. Do środka weszła klientka w czerwonym płaszczu, z kapturem naciągniętym głęboko na głowę. Dopiero za progiem zdjęła go gwałtownie, odsłaniając intensywnie fioletowe włosy.

ad

— Muszę pilnie coś z tym zrobić — powiedziała zrozpaczona. — Próbowałam zafarbować włosy sama w domu i wyszło… to. Proszę mi pomóc. Nie mogę tak chodzić.

Yonca przyjrzała się jej uważnie.

— Najpierw trzeba będzie usunąć ten kolor, ale rozjaśniacza bym nie ryzykowała. Włosy są zbyt zniszczone, mogłyby tego nie wytrzymać. Najbezpieczniej będzie przejść w czekoladowy brąz. Co pani na to?

Kobieta skrzywiła się niepewnie.

— Nie lubię tego koloru. Naprawdę nie ma innego wyjścia?

— Jest — odezwał się nagle Cemil.

Yonca i klientka spojrzały na niego zaskoczone.

— Przepraszam, że się wtrącam — dodał spokojnie — ale można to uratować inaczej. Zaproponowałbym orzechowy brąz z odrobiną czerwieni. Nawet intensywnej czerwieni, ale tylko jako akcent. Kolor będzie cieplejszy, głębszy i lepiej dopasuje się do pani karnacji.

Klientka spojrzała na niego z wyraźnym zainteresowaniem. W jego głosie było tyle pewności, że od razu wzbudził jej zaufanie.

— Naprawdę pan tak uważa?

— Oczywiście. Jestem Cemil. Dobrze znam się na kolorach.

Kobieta odetchnęła z ulgą i usiadła na fotelu.

— Dobrze. W takim razie zróbmy tak, jak pan mówi.

Salon fryzjerski. Cemil siedzi w fotelu i z uwagą przygląda się klientce. Między nimi stoi Yonca. Na krześle przed umywalką siedzi Beyza.

Aysu wycierała blat kuchennej wyspy, zerkając od czasu do czasu na swoją mamę. Fadime stała przy kuchence i bezwiednie mieszała drewnianą łyżką w garnku. Była nieobecna, przygaszona, jakby cały ciężar ostatnich wydarzeń osiadł jej na ramionach.

Ciszę przerwał nagły dźwięk wiadomości. Fadime drgnęła, odłożyła łyżkę i sięgnęła po telefon leżący obok płyty grzewczej. Wystarczyło jedno spojrzenie na ekran, by jej twarz natychmiast stężała.

Aysu od razu to zauważyła. Ścierka zatrzymała się w jej dłoni.

— Od kogo ta wiadomość, mamo? — zapytała z niepokojem. — Odpowiedz mi. Boję się.

Fadime milczała. Patrzyła w ekran szeroko otwartymi oczami, jakby nie potrafiła uwierzyć w to, co właśnie przeczytała. Aysu nie wytrzymała. Podeszła bliżej, wspięła się lekko na palce i zajrzała matce przez ramię.

Na ekranie widniała wiadomość od Meliha:

„Wiem, że będziesz miała mi za złe, że żegnam się przez SMS-a, ale nie potrafiłem spojrzeć ci w oczy i powiedzieć, że odchodzę. Przez jakiś czas mnie tu nie będzie. Znalazłem pracę na statku. Całuję twoje dłonie, mamo. Dbajcie o siebie nawzajem. Bardzo was kocham. Módlcie się za mnie, dobrze?”.

— Odszedł! — wyrwało się Aysu.

Fadime pobladła jeszcze bardziej. Jej dłoń z telefonem zaczęła drżeć.

— Jak mógł odejść? — wyszeptała zdławionym głosem. — Jak mógł zostawić kobietę, która nosi pod sercem dziecko? Boże, co się dzieje z moim synem?

Nie czekając ani chwili, wybrała numer Meliha. Przyłożyła telefon do ucha i wstrzymała oddech. Po kilku sekundach w słuchawce rozległ się jednak beznamiętny komunikat:

„Wybrany abonent jest obecnie niedostępny. Spróbuj ponownie później”.

Fadime opuściła rękę. Stała nieruchomo przy kuchence, z telefonem zaciśniętym w dłoni, a Aysu patrzyła na nią bezradnie.

Cihan szedł przez dziedziniec, kiedy dostrzegł Hancer pochyloną przy ścianie starego domu. Kobieta klęczała nisko przy ziemi, próbując poradzić sobie z ciężką pokrywą przy zaworze. Zimne powietrze przesuwało się po pustym podwórzu, a ona, mimo zaawansowanej ciąży, uparcie mocowała się z problemem sama.

Cihan natychmiast przyspieszył kroku.

— Hancer, co ty robisz na zewnątrz w taką pogodę? — zapytał z niepokojem.

Kobieta podniosła się powoli i odgarnęła włosy z twarzy.

— Kran się zepsuł. Chciałam zakręcić zawór, ale pokrywa się zacięła. Nie mogłam jej otworzyć.

Cihan zmarszczył brwi.

— Gdzie jest twój mąż? Dlaczego on się tym nie zajmie?

— Pracuje od samego rana — odparła zbyt szybko. — I tak zadzwoniłam już po fachowca. Chciałam tylko zamknąć zawór, żeby woda nie wyciekała niepotrzebnie, ale nie dałam rady.

— Uważasz, że to rozsądne? Męczyć się z czymś takim w twoim stanie?

Pochylił się i jednym zdecydowanym ruchem podniósł pokrywę. Dla niego nie stanowiła najmniejszego problemu. Hancer patrzyła na niego przez chwilę z zakłopotaniem, po czym posłała mu blady, wdzięczny uśmiech.

— Dziękuję. Nie chcę cię zatrzymywać. Fachowiec zaraz powinien tu być.

Odwróciła się i ruszyła w stronę wejścia do starego domu. Cihan odprowadził ją wzrokiem. Coś w jej zachowaniu nie dawało mu spokoju. Była zbyt spięta, zbyt ostrożna, jakby każde słowo ważyła, zanim wypowiedziała je na głos. Nie zatrzymał jej jednak. Po chwili sam ruszył w stronę rezydencji.

Jak się okazało, kłopot z zaworem nie był końcem problemów Hancer.

Kobieta wyciągnęła długą aluminiową drabinę i oparła ją o balkon. Spojrzała w górę, na zamknięte drzwi prowadzące do domu, po czym westchnęła cicho.

— Problem za problemem… — mruknęła pod nosem. — Trudno. Jakoś sobie poradzę.

Objęła szczeble dłońmi i ostrożnie postawiła stopę na pierwszym stopniu. Potem na kolejnym. I jeszcze jednym. Drabina lekko drgnęła, a Hancer zacisnęła palce mocniej, próbując zachować równowagę.

Nagle zakręciło jej się w głowie. Przed oczami przemknęła jej mgła, a siły odpłynęły tak gwałtownie, że dłonie same puściły metalowe boki drabiny. Zachwiała się i poleciała do tyłu.

Hancer wspina się po drabinie.

ad

Nie upadła tylko dlatego, że w ostatniej chwili pochwyciły ją silne ramiona.

Cihan przytrzymał ją mocno, a potem ostrożnie postawił na ziemi. Jego twarz była napięta od strachu i gniewu.

— Hancer, czy ty oszalałaś? — zapytał z niedowierzaniem. — Co robiłaś na drabinie w takim stanie?

Kobieta z trudem złapała oddech.

— Klucz się złamał. Chciałam wejść do środka przez balkon… Tylko to przyszło mi do głowy.

— Przyszło ci do głowy, żeby wspinać się na piętro po drabinie? — Cihan nie potrafił ukryć wzburzenia. — Mogłaś poprosić męża o pomoc. Skąd biorą się w twojej głowie takie absurdalne pomysły? Narażasz życie swoje i dziecka. Natychmiast zadzwoń do Meliha.

Hancer wyraźnie się zmieszała.

— On… nie może teraz przyjechać. Będzie pracował do rana. Ma dużo klientów. Nic by mi się nie stało, gdybym sama rozwiązała problem.

— Już widzieliśmy, jak go rozwiązałaś — odparł ostro Cihan. — Zadzwoń do niego. Niech wezwie ślusarza, skoro sam nie może przyjechać.

Hancer stała nieruchomo. Jej ręka nawet nie drgnęła w stronę kieszeni płaszcza, w której miała telefon.

Cihan przyjrzał się jej uważniej.

— Dlaczego nie dzwonisz?

— Dobrze, zaraz zadzwonię. Naprawdę nie ma potrzeby, żebyś dłużej tu był. Dziękuję ci za pomoc.

— Nigdzie się nie ruszę, dopóki do niego nie zadzwonisz — powiedział z żelazną stanowczością. — Wystarczy, że odwrócę wzrok, a ty znowu zrobisz coś głupiego. Albo ty zadzwonisz do męża, albo ja to zrobię.

Wsunął dłoń do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Dopiero wtedy Hancer skapitulowała.

— Nie mogę do niego zadzwonić, bo Melih wyjechał — wypaliła jednym tchem.

Cihan zamarł.

— Nie rozumiem. Dokąd wyjechał?

— Zaciągnął się na statek. Jest już na morzu.

Mężczyzna otworzył szerzej oczy. Przez moment wyglądał tak, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

— Na morzu? — powtórzył. — Zostawił cię w zaawansowanej ciąży, kiedy termin porodu jest coraz bliżej?

— To ja na to nalegałam — odpowiedziała Hancer, próbując zachować spokój. — Będziemy potrzebowali pieniędzy, kiedy dziecko się urodzi. Nie miał wyjścia.

— Jeśli chodziło o pieniądze, mógł znaleźć drugą pracę tutaj. Na miejscu. — Cihan pokręcił głową. — Ale moim zdaniem wcale nie o to chodzi. On po prostu uciekł.

— Melih nie jest taką osobą, Cihanie.

— Hancer, nie mogę w to uwierzyć — podniósł głos, choć zaraz próbował nad sobą zapanować. — Ile razy mam ci powtarzać, żebyś nie broniła go przede mną? Gdybym nie zdążył, spadłabyś z tej drabiny. Co by było, gdyby coś stało się tobie albo dziecku? Czy wtedy te pieniądze nadal miałyby jakiekolwiek znaczenie?

Wziął głęboki oddech, jakby sam musiał się powstrzymać przed powiedzeniem czegoś więcej.

— Dobrze. Uspokójmy się.

Bez dalszych pytań wszedł po drabinie na balkon. Po kilku chwilach otworzył drzwi od środka i wyszedł głównym wejściem.

— Możesz wejść — oznajmił.

— Dziękuję — powiedziała cicho Hancer.

Cihan zatrzymał się jeszcze na moment.

— Kiedy Melih wraca?

— Nie wiem. Prawdopodobnie wkrótce…

— Jak to nie wiesz? — zmarszczył brwi. — Nie powiedział ci, jak długo go nie będzie? Chyba wiesz przynajmniej, dokąd płynie?

— Powiedział mi, ale… zapomniałam. Na pewno odwiedzą kilka krajów.

— Więc zostaniesz tutaj sama?

Hancer spuściła wzrok i położyła dłoń na brzuchu.

— To nie problem. Przywykłam do samotności.

Cihan patrzył na nią przez chwilę w milczeniu. Wiedział, że dalsza rozmowa nie ma sensu. Hancer uparcie broniła Meliha, choć każde jej wyjaśnienie tylko budziło w nim większe podejrzenia.

— W porządku. Jak uważasz — powiedział w końcu i odszedł.

Hancer odprowadziła go wzrokiem. Dopiero gdy oddalił się na kilka kroków, objęła brzuch obiema dłońmi i wyszeptała:

— Twój tata będzie nas teraz obserwował, kochanie. Wiem to. Będzie patrzył na każdy nasz krok. Dlatego musimy być ostrożni. Nie możemy się zdradzić.

***

Wieczorem Cemil siedział na kanapie w niewielkim salonie. W pokoju paliła się ciepła lampka, a na stoliku stały dwie szklanki herbaty. Mężczyzna wyglądał na rozluźnionego, dopóki nie zadzwonił jego telefon. Zerknął na ekran, po czym odebrał.

— Halo? — powiedział półgłosem.

Po drugiej stronie odezwała się Yonca. W jej głosie brzmiała uprzejmość, ale też dobrze ukryta prośba.

— Wybacz, że przeszkadzam ci o tej porze, ale klientka, której dzisiaj pomogłeś, opowiedziała o tobie swojej przyjaciółce. Ta kobieta chce jutro przyjść na farbowanie.

Cemil uśmiechnął się z zadowoleniem.

— To świetnie. Wygląda na to, że zdobyłaś nową klientkę.

— Tak, tylko że… ona przyjdzie ze względu na ciebie — przyznała Yonca. — Będzie oczekiwała, że dobierzesz jej odpowiedni kolor. Czy mógłbyś jutro wpaść do salonu i mi pomóc?

Uśmiech Cemila nieco przygasł. Spojrzał ostrożnie w stronę drzwi, jakby obawiał się, że Derya może usłyszeć każde słowo.

— Dobrze, ale jak my to zrobimy? Derya nic o tym nie wie. Jeśli się dowie, żywcem mnie spali.

— Cemilu, proszę cię. Wiem, że znajdziesz jakiś sposób. Przyjdź, żebym nie straciła tej klientki.

Mężczyzna zawahał się. Przez chwilę milczał, ważąc ryzyko, a potem westchnął z rezygnacją.

— Dobrze. Daj mi znać, o której mam być.

— Oczywiście. Dziękuję. Do zobaczenia jutro.

Cemil rozłączył się i nie zdążył nawet schować telefonu, kiedy do pokoju weszła Derya. Usiadła na sąsiedniej kanapie, ale jej spojrzenie natychmiast zatrzymało się na aparacie w jego dłoni. W jej oczach pojawiła się czujność.

— Wydaje mi się, że słyszałam twój telefon — powiedziała podejrzliwie.

Cemil drgnął, lecz od razu przybrał niewinny wyraz twarzy.

— Deryo, kochanie, znowu próbują wcisnąć mi Internet. Tłumaczę im, że niczego nie potrzebuję, ale ciągle dzwonią z innych numerów. Dosłownie mnie prześladują.

Derya zmarszczyła brwi.

— Zablokuj ich. Ja tak zrobiłam i od razu miałam spokój.

— Świetne rozwiązanie — odparł z przesadnym podziwem. — Jesteś naprawdę mądrą kobietą.

Wypowiedział te słowa lekko, niemal z uśmiechem, ale w myślach odetchnął z ulgą.

Gdybyś wiedziała, z kim przed chwilą rozmawiałem, pewnie wyrzuciłabyś mnie nie tylko z domu, ale i z całego miasta — pomyślał, ostrożnie odkładając telefon na bok.

***

Wkrótce w domu Cemila i Deryi pojawił się niespodziewany gość. W drzwiach stanął Cihan. Miał na sobie ciemny płaszcz, a jego twarz była poważna i skupiona. Już sam jego widok wystarczył, by Cemil i Derya zrozumieli, że nie przyszedł z błahą sprawą.

Cała trójka usiadła w salonie. Na stoliku stały szklanki z herbatą, lecz napięcie, które Cihan wniósł ze sobą do pokoju, odebrało tej scenie całą zwyczajność.

— Napijesz się herbaty? — zapytał Cemil, próbując ukryć niepokój.

— Nie, dziękuję. — Cihan nawet nie spojrzał na szklanki. — Czy ostatnio kontaktowaliście się z Melihem?

Cemil uniósł brwi, zaskoczony pytaniem.

— Boże, uchowaj. Przyszedłeś o tej porze tylko po to, żeby pytać nas akurat o niego?

Derya spojrzała raz na męża, raz na Cihana.

— Co się stało? Czy wydarzyło się coś złego?

Cihan przez chwilę milczał, jakby sam wciąż próbował zrozumieć to, co usłyszał od Hancer.

— Według Hancer Melih zaciągnął się na statek i wypłynął w rejs.

Cemil westchnął ciężko.

— Boże… Hancer nic nam nie powiedziała.

— Mnie też zaskoczyło, że wyjechał tak nagle — odparł Cihan. — Dlatego przyszedłem sprawdzić, czy wy coś wiecie.

— Nie, nic nie wiemy — powiedział Cemil, coraz bardziej spięty. — Ale nie rozumiem, dlaczego aż tak cię to obchodzi.

Cihan spojrzał na niego chłodno.

— Hancer mieszka obok mnie. Jesteśmy na tym samym terenie. Przyszedłem wam powiedzieć, żeby później nikt nie zarzucił mi, że coś przed wami ukrywałem. Termin porodu jest coraz bliżej. Szczerze mówiąc, sądziłem, że zmartwicie się, kiedy usłyszycie, że została sama.

— Martwimy się, oczywiście — odparł Cemil. — Ale ty jesteś z nią rozwiedziony. Co cię jeszcze obchodzi Hancer?

— Cemilu, uspokój się — wtrąciła Derya, posyłając mężowi ostrzegawcze spojrzenie. — Człowiek przyjechał o tej porze, żeby nas uprzedzić. — Odwróciła się do Cihana. — Dobrze zrobiłeś. Dziękuję. Gdyby nie ty, niczego byśmy się nie dowiedzieli. Hancer jak zwykle o niczym nam nie mówi.

— Przyszedłem tu z poczucia odpowiedzialności — powiedział Cihan, podnosząc się z miejsca. — Teraz decyzja należy do was.

Nie czekał na odpowiedź. Odwrócił się i ruszył do wyjścia, nie żegnając się z nikim.

Derya natychmiast zerwała się z kanapy.

— Zamiast mu podziękować, jeszcze się złościsz — syknęła do Cemila. — Jeśli jest ktoś, na kogo powinieneś być zły, to twoja siostra.

Po tych słowach ruszyła szybko za Cihanem.

Cemil został sam w salonie. Opuścił wzrok na nietkniętą herbatę i westchnął ciężko.

— Ach, Hancer… Ach…

Sinem nie położyła się spać. Do późna siedziała na łóżku, w czerwonej piżamie, przy ciepłym świetle nocnej lampki. Telefon trzymała w dłoniach tak mocno, jakby od tego zależał jej spokój. Co chwilę zerkała na ekran, czekając na wiadomość, która miała potwierdzić, że Melih był bezpieczny.

W końcu urządzenie zadzwoniło. Sinem odebrała natychmiast.

— Halo, Melihu? Jak się masz? Gdzie jesteś? Bardzo się o ciebie martwiłam.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza. Melih stał na zewnątrz, z dala od domu, i mówił ściszonym głosem.

— Cały dzień chodziłem po agencjach nieruchomości. Na razie bez skutku, ale niedługo znajdę mieszkanie. Nie martw się. Powiedz mi lepiej, co w domu. Co z mamą i Aysu?

Sinem spuściła wzrok.

— Jak mają się mieć? Oczywiście, że są bardzo smutne. Zniknąłeś tak nagle…

— Musiałem, Sinem. Nie mieliśmy innego wyjścia. Przecież wiesz.

— Wiem — odparła cicho. — Wiem, ale trudno mi znać prawdę i milczeć.

— Nie martw się. Wszystko się ułoży, zobaczysz. Widziałaś Hancer?

Sinem zacisnęła palce na telefonie. Samo imię Hancer obudziło w niej poczucie winy.

— Chciałam do niej zajrzeć, ale nie miałam odwagi. Wstyd mi stanąć przed nią twarzą w twarz. Czuję się winna, kiedy wiem, że została sama i ile dla nas poświęciła.

— Ja też myślę o tym od wczoraj — przyznał Melih. — I wcale nie jestem spokojny. Możemy spotkać się jutro? Musimy porozmawiać osobiście.

W tej samej chwili drzwi pokoju uchyliły się i do środka wbiegła Mine. Dziewczynka zatrzymała się przy łóżku, patrząc na matkę z dziecięcą nadzieją.

— Mamo, czy mogę dziś spać z tobą?

Sinem drgnęła. Szybko odsunęła telefon od ucha.

— Porozmawiamy później — powiedziała do Meliha i rozłączyła się, zanim Mine zdążyła usłyszeć cokolwiek więcej.

Dziewczynka podeszła bliżej.

— Mamo, z kim rozmawiałaś? Z babcią?

Sinem zmusiła się do spokojnego uśmiechu i pogładziła córkę po włosach.

— Tak. Babcia i dziadek bardzo za tobą tęsknią.

Oczy Mine natychmiast pojaśniały.

— Naprawdę?

— Naprawdę. Może ich odwiedzimy?

— Tak! Bardzo za nimi tęsknię.

— Dobrze — powiedziała Sinem, ujmując jej drobne dłonie. — Pojedziemy do nich jutro po szkole.

Mine rzuciła się matce na szyję. Przytuliła ją mocno, szczęśliwa i nieświadoma ciężaru, który krył się za tą decyzją. Sinem odwzajemniła uścisk, ale jej twarz pozostała napięta. Wiedziała, że ten wyjazd nie będzie zwykłą wizytą.

Ucieczka nigdy nie była łatwą decyzją.

Sinem przytula córkę. Jej poważna twarz wyraża zmartwienie.

Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 173.Bölüm i Gelin 174.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Jesper og Line indrømmer det blankt: Vi er superkedeligt tv

Der har ikke været meget drama eller konflikter hos “Gift ved første blik”-parret Jesper og Line, som fandt kærligheden i programmet. Nu kommer de med ærlig udmelding….

Brandweer doorzoekt sloot na vondst fiets in water en kleding op de kant, maar treft niemand aan

Een fiets in het water en achtergelaten kleding langs de kant leidden zondagochtend tot een zoekactie aan de Europalaan in Goes. Omdat niet kon worden uitgesloten dat…

Auto belandt in water langs A325 bij Elst, inzittende overleden

Een persoon is in de nacht van zondag op maandag overleden aangetroffen in een auto die te water was geraakt langs de A325 bij Elst. Dat meldt…

Co się wydarzy w 241. odcinku tureckiego serialu „Panna młoda”? Sila jest coraz bliżej realizacji ryzykownego planu uwolnienia Metina ze szpitalnego oddziału zamkniętego. Tymczasem rosnąca bliskość Hancer…

Janne Saarisen TTK-tanssin alku pelästytti – Näin kaikki tapahtui

Tuomarit eivät kompurointia noteeranneet ja he palkitsivat parin kehuilla ja hyvillä pisteillä. Pisteitä pari keräsi neljältä tuomarilta peräti 34. Pari tanssi foxtrotin Coldplayn Viva La Vida -hitin tahtiin. Mutta…

Dramatisk redningsaktion

Det krævede en koordineret redningsindsats, da Sydøstjyllands Politi søndag eftermiddag fandt 87-årige Arne efter et døgns massiv eftersøgning. Det oplyser vagtchef ved Sydøstjyllands Politi, Jacob Andersen. Det…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page