Panna młoda odc. 176: Szokujący list Yasemin! Beyza traci grunt pod nogami!

„Panna młoda” Odc. 176 – streszczenie
Engin ostrożnie rozłożył kartkę i przez chwilę wpatrywał się w znajome pismo siostry. W przestronnej sali konferencyjnej zapadła niemal namacalna cisza. Nikt się nie poruszył. Nawet Cihan, który zwykle nie potrafił ukrywać emocji, siedział nieruchomo, z wzrokiem wbitym w przyjaciela.

Najgorzej wyglądała Beyza. Jej twarz była kredowobiała, a dłonie, spoczywające na blacie stołu, drżały mimo rozpaczliwych prób zachowania spokoju. Czuła, jak zimny pot spływa jej po plecach.

ad
Engin odchrząknął i zaczął czytać:

— Ja, doktor Yasemin Onder, sporządzam ten testament będąc przy zdrowych zmysłach i w pełni świadoma swoich decyzji. W ostatnich dniach dowiedziałam się czegoś, co głęboko mną wstrząsnęło. Uważam, że moim obowiązkiem jest zabezpieczenie przyszłości osób, które kocham. Cały mój majątek przekazuję mojemu bratu, Enginowi Onderowi.

Na moment przerwał i spojrzał na zebranych.

— To nie ta część mnie zaskoczyła — powiedział cicho. — To, co przeczytałem dalej, było dla mnie całkowitym szokiem.

Ponownie opuścił wzrok na kartkę.

— Pragnę, aby Hancer Develioglu przejęła po mnie obowiązki przewodniczącej stowarzyszenia „Jedno Życie”. Chcę, by kontynuowała misję, której poświęciłam tyle lat, przy wsparciu firmy Develioglu Holding.

Przy stole rozległy się ciche westchnienia.

Nusret i Beyza wymienili zdumione spojrzenia.

Mukadder zmarszczyła brwi.

Cihan natomiast zesztywniał.

— Co takiego? — odezwała się Mukadder z niedowierzaniem. — Jak można przekazać komuś stanowisko w stowarzyszeniu? Nigdy nie słyszałam o czymś podobnym.

ad
— To absurd — rzucił Cihan chłodno. — Hancer nie miała nic wspólnego z działalnością stowarzyszenia. Dlaczego Yasemin miałaby podjąć taką decyzję?

Hancer siedziała nieruchomo. Dopiero po chwili zabrała głos:

— Muszę przyznać, że jestem równie zaskoczona jak wszyscy. Doceniam zaufanie siostry Yasemin, ale nie mogę przyjąć takiej odpowiedzialności. To nie jest moje miejsce.

— Yasemin musiała postradać rozum! — wybuchła nagle Beyza.

Wszyscy spojrzeli na nią.

— Beyzo! — głos Cihana zabrzmiał ostro niczym uderzenie bicza. — Uważaj na słowa.

Jego spojrzenie było lodowate.

— Możesz nie zgadzać się z jej decyzją, ale nie pozwolę, żebyś obrażała osobę, którą wszyscy tutaj kochaliśmy i szanowaliśmy.

Beyza zacisnęła usta i odwróciła wzrok.

Engin zachował spokój.

— Moja siostra nie była szalona. Wręcz przeciwnie. Była jedną z najbardziej rozsądnych osób, jakie znałem. Jestem przekonany, że miała powód, by napisać właśnie to.

Spojrzał kolejno na wszystkich obecnych.

ad
— Yasemin przez całe życie kierowała się uczciwością. Nie podejmowała pochopnych decyzji. Jeśli wybrała Hancer, to dlatego, że widziała w niej cechy, które uważała za niezbędne do kontynuowania swojej pracy.

Cihan westchnął ciężko.

— Dobrze. Czytaj dalej.

Engin skinął głową.

— Warunkiem objęcia tej funkcji jest wspólne podejmowanie wszystkich decyzji przez Hancer Develioglu i Cihana Develioglu.

Przy stole znów zapanowała cisza.

— Yasemin zdawała sobie sprawę, że Hancer nie ma doświadczenia w prowadzeniu stowarzyszenia — wyjaśnił Engin. — Dlatego wskazała ciebie, Cihanie, jako osobę, która będzie ją wspierać.

Mukadder pokręciła głową.

— Kiedy Yasemin pisała ten list, byli małżeństwem. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Nie są już razem. Ten zapis stracił sens.

— Zgadzam się — powiedziała spokojnie Hancer. — Nasze drogi dawno się rozeszły.

— W takim razie nie ma o czym rozmawiać — odezwał się Nusret, poprawiając marynarkę. — Skoro wszyscy jesteśmy zgodni, uznajmy sprawę za zamkniętą.

Beyza niemal niezauważalnie wypuściła powietrze z płuc. Po raz pierwszy od początku spotkania poczuła cień ulgi.

ad
— Tak… chyba już możemy iść — powiedziała pospiesznie. — Cihan Gurur pewnie niedługo się obudzi.

— Jeszcze nie.

Spokojny głos Engina natychmiast zatrzymał wszystkich. Prawnik uniósł kartkę.

— Została ostatnia część listu.

Atmosfera natychmiast zgęstniała.

Beyza poczuła, jak serce zaczyna walić jej w piersi.

— I właśnie ta część wydaje mi się najważniejsza — dodał Engin. — Można powiedzieć, że jest to swoiste ostrzeżenie.

Spojrzał na zgromadzonych.

— Proszę, wysłuchajcie jej do końca.

Po czym zaczął czytać:

— Jeżeli przydarzy mi się coś nietypowego, podejrzanego lub niewyjaśnionego, domagam się przeprowadzenia dokładnego śledztwa. Zwracam się szczególnie do mojego ukochanego brata Engina oraz mojego drogiego przyjaciela Cihana. Czasami nawet osoby, którym ufamy najbardziej, potrafią nas zawieść. Wspierajcie się nawzajem i szukajcie prawdy. Yasemin Onder.

Po przeczytaniu ostatniego zdania w sali zapadła głucha cisza.

ad
Nusret odchrząknął.

— Bez urazy, Enginie, ale dlaczego właściwie mnie tu wezwałeś? — zapytał, próbując brzmieć swobodnie. — W tym liście nie ma ani jednego słowa o mnie. Tak naprawdę nie ma tu nic konkretnego.

Engin spojrzał na niego uważnie.

— Nie wierzę w przypadki, panie Nusrecie.

Jego głos był spokojny, ale stanowczy.

— Dla mnie każde słowo napisane przez moją siostrę ma znaczenie. Już wcześniej miałem wątpliwości, czy jej śmierć rzeczywiście była nieszczęśliwym wypadkiem. Rozmawiałem o tym również z Cihanem.

Cihan powoli skinął głową.

— Teraz mam w ręku coś więcej niż przeczucie — kontynuował Engin. — Mam dokument sporządzony dzień przed śmiercią. Dokument, w którym Yasemin wyraźnie sugeruje, że obawia się o swoje bezpieczeństwo.

Jego spojrzenie przesunęło się po twarzach zgromadzonych.

— Dlaczego wybrała właśnie Hancer? Dlaczego wspomniała o mnie i Cihanie? Dlaczego uznała za konieczne pozostawienie takiego ostrzeżenia?

Na chwilę zamilkł.

— Nie znam odpowiedzi na te pytania. Ale zamierzam je znaleźć. Jeszcze dziś złożę zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Dalsze działania należeć będą do policji. A ja zrobię wszystko, by pomóc w ustaleniu prawdy.

ad
Beyza poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

Nusret wstał gwałtownie od stołu.

— Chodźmy.

Nie czekając na odpowiedź, ruszył do wyjścia.

Beyza natychmiast podniosła się z miejsca i podążyła za nim.

Mukadder obserwowała ich w milczeniu.

Od początku spotkania widziała strach w oczach Beyzy. Zbyt wielki, by można go było wytłumaczyć zwykłym zdenerwowaniem.

Zmrużyła oczy.

Po raz pierwszy zaczęła się zastanawiać, czy śmierć Yasemin rzeczywiście była tylko tragicznym wypadkiem.

Zebranie przy długim stole konferencyjnym w nowoczesnym biurze.adZbliżenie na Beyzę i Nusreta siedzących obok siebie.

Zbliżenie na Hancer i Mukadder siedzące obok siebie przy stole konferencyjnym.

Hancer powoli podniosła się od stołu i zarzuciła pasek torebki na ramię. W sali konferencyjnej zostało już tylko kilka osób. Atmosfera wciąż była ciężka od słów, które przed chwilą padły.

Engin podszedł do niej i wyciągnął rękę.

— Dziękuję, że przyszłaś, Hancer.

Uścisnęła jego dłoń.

— Nie musisz mi dziękować. Do końca życia będę pamiętać dobroć twojej siostry. Była przy mnie wtedy, gdy inni odwracali wzrok. Chroniła mnie i wierzyła we mnie, nawet kiedy sama przestałam wierzyć w siebie.

Na chwilę umilkła.

ad
— Jeśli mogę w czymkolwiek pomóc, zrobię to. Mogę jeszcze raz złożyć zeznania, odpowiadać na pytania, współpracować z policją. Cokolwiek będzie potrzebne. Ten list powstał dzień przed jej śmiercią. To nie może być zwykły zbieg okoliczności.

Spojrzała mu prosto w oczy.

— Czy Yasemin miała wrogów? Podejrzewasz kogokolwiek?

Engin pokręcił głową.

— Nie wiem. Gdybym miał choć jeden trop, już dawno bym za nim podążył. Niestety, nie zostawiła żadnej wskazówki.

W tym samym czasie Cihan również wstał od stołu. Tylko Mukadder pozostała na swoim miejscu, zamyślona i milcząca.

— Enginie — odezwał się Cihan. — Wiesz, że Yasemin była dla mnie jak siostra. To, co napisała, ma dla mnie takie samo znaczenie jak dla ciebie. Jeśli będziesz potrzebował pomocy, wsparcia albo po prostu rozmowy, jestem do twojej dyspozycji.

Engin skinął głową z wdzięcznością.

Cihan odwrócił się do matki.

— Mamo, na pewno jesteś już zmęczona. Odwiozę cię do domu.

— Jeszcze nie teraz — odezwała się Mukadder. — Czy moglibyście zostawić mnie samą z Hancer? Tylko na moment.

Cihan nie wyglądał na zachwyconego tym pomysłem, ale ostatecznie wymienił się krótkim spojrzeniem z Enginem, po czym obaj bez słowa wyszli z sali.

ad
Gdy drzwi się zamknęły, Mukadder powoli podniosła się z krzesła. Przez kilka sekund przyglądała się byłej synowej w milczeniu. Potem podeszła bliżej.

— Mogę dotknąć twojego brzucha?

Pytanie zaskoczyło Hancer. Przez moment zawahała się, ale ostatecznie skinęła głową.

Mukadder wyciągnęła dłoń i ostrożnie położyła ją na jej brzuchu.

Jej twarz pozostała niewzruszona, lecz w głębi serca pojawił się bolesny ucisk.

Oddałabym wszystko, żeby to było dziecko Cihana…

Po chwili cofnęła rękę.

— Nie masz pojęcia, przez co przeszłam, żebyś mogła znaleźć się w tym domu — powiedziała cicho. — Pokłóciłam się z własnym bratem. Odwróciłam się od bratanicy. Sprzeciwiałam się nawet własnemu synowi.

Westchnęła ciężko.

— A mimo to niczego nie udało mi się zmienić. Ty i Cihan po prostu nie byliście sobie przeznaczeni.

— Ale teraz masz wnuka — zauważyła spokojnie Hancer.

Na twarzy Mukadder pojawił się cień uśmiechu.

— Tak. Dzięki Bogu jest zdrowy.

ad
Po chwili spojrzała na nią uważnie.

— A twoje dziecko? Wiesz już, czy będzie chłopcem, czy dziewczynką?

Hancer zmarszczyła brwi.

— Dlaczego cię to interesuje?

— Sama nie wiem.

Mukadder nie odrywała od niej wzroku.

— Może dlatego, że mimo wszystko nie potrafię pozostać obojętna.

Zapadła chwila ciszy.

— Powiedz mi jedno — odezwała się nagle ostrzej. — Dlaczego tak bardzo zależy ci na tym, żeby urodzić właśnie w tym domu?

Hancer wyprostowała się.

— Nie rozumiem.

— Ja za to rozumiem aż za dobrze.

Mukadder zmrużyła oczy.

— Widziałam w życiu wiele rzeczy. Ale nigdy nie spotkałam kobiety tak bezdusznej i bezczelnej. Jeśli nagle zaczęłaś żałować swoich decyzji, uprzedzam cię, jest już za późno.

ad
Jej głos stwardniał.

— Po wszystkim, co się wydarzyło, Cihan nigdy do ciebie nie wróci.

Hancer spojrzała na nią spokojnie.

— Nie oczekuję tego.

— W takim razie trzymaj się od niego z daleka.

Nagle z korytarza dobiegły podniesione głosy. Potem huk uderzenia o ścianę.

Obie kobiety spojrzały w stronę drzwi.

— Co się dzieje? — rzuciła Mukadder.

Bez chwili zwłoki ruszyły na korytarz.

Hancer i Mukadder stoją naprzeciwko siebie.Cihan i Melih szarpią się, a Engin próbuje ich rozdzielić.

ad

Tuż za drzwiami rozgrywała się szarpanina.

Melih i Cihan stali naprzeciw siebie, niemal gotowi rzucić się sobie do gardeł. Engin próbował ich rozdzielić, chwytając każdego z nich za ramię.

— Wynoś się stąd! — ryknął Cihan.

Z całej siły odepchnął Meliha.

— Nie masz prawa tu przychodzić!

— Przestańcie! — krzyknął Engin.

Hancer natychmiast podbiegła do męża i chwyciła go za ramię.

— Melihu, chodźmy.

Mężczyzna nie odrywał wzroku od Cihana. W jego oczach nie było strachu. Była jedynie złość.

— Pewnego dnia mi podziękujesz — powiedział chłodno.

— Co?

— Zobaczysz.

Po tych słowach odwrócił się i razem z Hancer ruszył w stronę wyjścia.

ad
Cihan patrzył za nimi z niezrozumieniem.

— O czym on mówił?

Nikt mu nie odpowiedział.

Minutę później Melih i Hancer zatrzymali się w holu budynku.

Przez wysokie przeszklenia wpadało chłodne popołudniowe światło.

Hancer odetchnęła głęboko.

— Przestraszyłam się, Melihu.

— Czego?

— Że powiesz za dużo. Że Cihan wszystko zrozumie.

Melih pokręcił głową.

— Nie martw się. Nawet gdyby usłyszał prawdę wprost, i tak by jej nie dostrzegł.

Jego głos stwardniał.

— Nie tylko jego oczy są ślepe. Jego serce również.

Hancer spojrzała na niego uważnie.

ad
— Co ci powiedział?

— Nieważne.

— Dla mnie ważne.

Zrobiła krok bliżej.

— Jeśli dotyczy mnie, chcę wiedzieć.

Melih westchnął.

— Stwierdził, że ożeniłem się z tobą dla pieniędzy.

Na twarzy Hancer pojawił się cień bólu.

— Przeze mnie musisz wysłuchiwać takich rzeczy.

— Hancer…

— Naprawdę mi przykro. Nie zasługujesz na to. Żałuję, że poprosiłam cię, żebyś przyjechał tutaj ze mną.

— Nie przejmuj się.

Uśmiechnął się lekko.

— Ani przez chwilę nie potraktowałem tych słów poważnie. Ty i ja znamy prawdę. To wystarczy.

ad
Po chwili spoważniał.

— Nie mogę natomiast pogodzić się z tym, jak cię traktuje.

Hancer spuściła wzrok.

— Jak możesz oczekiwać od niego czegoś innego? To ja doprowadziłam do tego, że stał się takim człowiekiem.

Przez moment żadne z nich się nie odezwało. W końcu Melih przerwał ciszę.

— Dlaczego właściwie adwokat cię wezwał?

— Chciał, żebym usłyszała list Yasemin.

— I?

— To długa historia.

Na jej twarzy pojawiło się zmęczenie.

— Opowiem ci wszystko w domu.

— Dobrze.

Skinął głową.

— Odwiozę cię, a potem pojadę na postój.

— Nie wracam jeszcze do domu.

ad
— Nie?

— Idę do brata i bratowej.

Melih uniósł brwi.

— Do brata i bratowej?

W jego głosie zabrzmiała ostrożna nadzieja.

— Czyli próbujecie odbudować relacje?

Hancer spuściła wzrok. Nie odpowiedziała.

— Rozumiem — powiedział Melih łagodnie. — Powoli naprawiasz to, co zostało zniszczone.

Na jej ustach pojawił się smutny uśmiech.

— Może.

— W takim razie zawiozę cię tam.

— Nie trzeba.

Spojrzała przez przeszklone drzwi na ulicę.

— Chcę się przejść.

— Sama?

ad
— Tak.

Wciągnęła głęboko powietrze. Po wszystkim, co wydarzyło się tego dnia, potrzebowała kilku chwil samotności bardziej niż czegokolwiek innego.

— Potrzebuję świeżego powietrza.

Melih skinął głową ze zrozumieniem. Oboje opuścili siedzibę firmy.

Sinem i Mahmut siedzą naprzeciwko siebie na łóżku.ad

Mahmut przyjechał do rezydencji, by osobiście przekonać się, jak radzą sobie jego córka i wnuczka. Odkąd Sinem wraz z Mine wyprowadziły się z rodzinnego domu, nie potrafił pozbyć się niepokoju.

Usiedli obok siebie na skraju łóżka. Pokój tonął w spokojnym świetle popołudnia, ale na twarzy Mahmuta malowała się troska.

— Ja i twoja mama przyzwyczailiśmy się do życia z wami — odezwał się po chwili. — Odkąd wyjechałyście, w domu zrobiło się dziwnie cicho. Za cicho.

Uśmiechnął się blado.

— Twoja mama nie przestaje o was mówić. Kazała mi przekazać, że macie przyjechać do nas przy pierwszej okazji. Nawet na jeden dzień.

Sinem spuściła wzrok.

— Przekażę jej.

— A jak cię przyjęli? — zapytał ostrożnie. — Jak zachowała się twoja teściowa? Była zła, że zatrzymałaś się u nas?

Sinem pokręciła głową.

— Nie. Mama Mukadder miała ważniejsze problemy. Niedługo po naszym wyjeździe dostała udaru.

Mahmut aż wyprostował się na łóżku.

— Co takiego?

ad
Na jego twarzy pojawiło się szczere zaniepokojenie.

— Jak ona się teraz czuje?

— Z każdym dniem jest lepiej. Lekarze mówią, że wraca do sił.

— Dzięki Bogu.

Westchnął z ulgą, po czym położył dłoń na dłoni córki.

— A ty? Jak się czujesz, moja córko?

Sinem przez chwilę milczała.

— Dobrze.

Mahmut spojrzał na nią z niedowierzaniem.

— Kłamiesz.

— Tato…

— Znam cię zbyt dobrze. Widzę, kiedy coś cię boli.

Jego głos złagodniał.

— Jeśli dzieje się coś złego, nie ukrywaj tego przede mną. Nikt nie ma prawa cię poniżać ani traktować tak, jakbyś była sama na świecie.

Ścisnął jej rękę mocniej.

ad
— Niech wszyscy w tym domu wiedzą, że masz ojca. Ojca, który zawsze stanie po twojej stronie. Ty i Mine macie dokąd wrócić.

Sinem poczuła pieczenie pod powiekami. Poruszyła ustami, ale słowa ugrzęzły jej w gardle. Opuściła głowę.

— Powiedz mi — nalegał łagodnie Mahmut. — Co cię dręczy?

Sinem przez chwilę wpatrywała się w swoje dłonie.

— Nie sądzę, żeby dało się to naprawić.

— Spróbujmy.

— Wróciłam tutaj, zostawiając wszystko za sobą.

Podniosła wzrok.

— Wiesz, kto mieszka po drugiej stronie podwórka?

Mahmut zmarszczył brwi.

— Kto?

Zapadła krótka cisza.

— Melih.

Przez kilka sekund nie odpowiedział ani słowem. Patrzył na córkę, jakby nie był pewien, czy dobrze usłyszał.

ad
— Melih?

— Tak.

— Ten sam Melih?

— Ten sam.

Mahmut zaniemówił.

— Co ten drań tutaj robi?

W jego głosie zabrzmiało niedowierzanie.

— Jakim cudem? Jeszcze niedawno był tu zwykłym pracownikiem. Jak nagle stał się sąsiadem?

Sinem gorzko się uśmiechnęła.

— Dzięki swojej żonie.

— Żonie?

— Ożenił się z Hancer. Byłą żoną Cihana.

Mahmut otworzył szeroko oczy.

— Co?

— Kilka dni po tym, jak odwołaliśmy ślub, wręczył jej mój pierścionek zaręczynowy.

ad
Każde kolejne słowo przychodziło jej z trudem.

— To ona była tą tajemniczą przyjaciółką, której podobno pomagał. Spotykali się od czasu, gdy Hancer opuściła rezydencję.

Mahmut zacisnął szczęki.

— Niewiarygodne…

— To nie wszystko.

Sinem przełknęła ślinę.

— Hancer jest w ciąży.

— W ciąży?

— W czwartym miesiącu.

Mahmut gwałtownie zacisnął pięść. Gniew, który od tygodni tłumił w sobie, eksplodował z nową siłą.

— Co za łajdak!

Uderzył dłonią w kolano.

— Jak mogłem pozwolić temu człowiekowi wejść do naszego domu? Jak mogłem mu zaufać?!

— Tato…

ad
— Patrzył mi w oczy każdego dnia! Jadł przy naszym stole!

Wstał gwałtownie.

— A przez cały ten czas oszukiwał nas wszystkich!

— Tato, przestań.

— Nie.

Odwrócił się do niej.

— To nie twoja wina.

— Ale jest. Gdybym nie była tak ślepa…

— Sinem!

Po raz pierwszy podniósł głos. Kobieta zamilkła.

— Twoja matka i ja zrobiliśmy wszystko, żebyś była szczęśliwa. To nie ty zawiodłaś. To on okazał się człowiekiem bez honoru.

Przez chwilę ciężko oddychał. Potem podjął decyzję.

— Pakuj rzeczy.

Sinem spojrzała na niego zaskoczona.

— Co?

ad
— Wracasz ze mną do domu. Ty i Mine.

— Tato…

— Nie zostawię cię tutaj ani jednego dnia dłużej.

Podszedł do szafy.

— Wystarczy już tego cierpienia.

Sinem również wstała.

— Nie.

Mahmut odwrócił się powoli.

— Co powiedziałaś?

— Zostaję.

— Sinem…

— Posłuchaj mnie.

W jej głosie zabrzmiała stanowczość.

— Martwisz się o mnie. Wiem o tym. I jestem ci za to wdzięczna.

Łzy napłynęły jej do oczu.

ad
— Ale ja muszę myśleć o Mine.

— Właśnie dlatego chcę cię stąd zabrać.

— Nie.

Pokręciła głową.

— To jest dom jej ojca. Mine jest szczęśliwa, że znowu może tu być. Nie mam prawa odbierać jej tego tylko dlatego, że ja cierpię.

Głos Sinem zadrżał.

— Przez całe życie była przy mnie. Kochała mnie bezwarunkowo.

Łza spłynęła po jej policzku.

— A ja…

Urwała.

— Ja tak bardzo pragnęłam, żeby ktoś jeszcze mnie pokochał.

Mahmut patrzył na nią w milczeniu.

— I za to zapłaciłam najwyższą cenę.

Zacisnęła dłonie.

— Pozwól mi tu zostać.

ad
— Córko…

— Proszę.

W jej oczach było tyle bólu, że serce Mahmuta ścisnęło się z żalu.

— Niech to cierpienie przypomina mi o błędach, które popełniłam. Nie po to, żeby się karać, ale żeby nigdy więcej ich nie powtórzyć.

Mahmut długo patrzył na swoją córkę. W końcu podszedł do niej i bez słowa objął ją mocno.

Sinem wtuliła twarz w jego ramię. Przez chwilę znów czuła się jak mała dziewczynka, która może schować się przed całym światem w ramionach ojca.

— Cokolwiek się stanie — wyszeptał Mahmut, gładząc ją po włosach — pamiętaj, że zawsze będziesz miała dom. I ojca, który nigdy cię nie opuści.

Sinem zamknęła oczy.

Po raz pierwszy od wielu dni pozwoliła sobie po prostu zapłakać.

Sinem wtula twarz w ramię ojca. On obejmuje ją.
ad

Beyza siedziała nieruchomo na jasnej kanapie, z dłońmi splecionymi tak mocno, że pobielały jej knykcie. W mieszkaniu panowała ciężka, duszna atmosfera. Nusret od kilku minut krążył po salonie niczym drapieżnik zamknięty w klatce. Co chwilę przeczesywał dłonią włosy, zaciskał szczęki i rzucał córce pełne wyrzutu spojrzenia.

W końcu zatrzymał się przed nią.

— Ledwo uniknęliśmy katastrofy — wycedził przez zęby. — Ledwo.

Odwrócił się i zaczął znowu chodzić po pokoju.

— Ale nie łudź się, że to koniec. Ten prawnik nie odpuści. Widziałem jego twarz. Będzie drążył, aż dokopie się prawdy.

Nagle zatrzymał się i spojrzał na Beyzę z mieszaniną gniewu i rozczarowania.

— Wiesz, o czym pomyślałem, kiedy się urodziłaś? Że przynajmniej z córką będę miał mniej problemów niż z synem.

Zaśmiał się gorzko.

— Jak bardzo się pomyliłem…

Rozłożył ręce w geście bezradności.

— Ty potrafisz wpakować się w każdy możliwy kłopot. W każdy! Czy jest chociaż jedna rzecz, której nie potrafisz zniszczyć? Wszystko, czego dotkniesz, zamienia się w katastrofę!

ad
Beyza milczała, wpatrując się w niego chłodnym wzrokiem. Nusret pochylił się w jej stronę.

— Odpowiedz mi szczerze. Czy ktoś widział cię tamtego dnia? Kiedy wchodziłaś do domu Yasemin albo z niego wychodziłaś?

Zawiesił głos.

— Dobrze się zastanów. Nie zostawiłaś żadnych śladów?

Beyza podniosła na niego zmęczone spojrzenie.

— Nie jestem tobą.

Nusret zmarszczył brwi.

— Co powiedziałaś?

— Nie jestem tobą — powtórzyła spokojniej, ale jeszcze bardziej stanowczo. — Nie poszłam tam z zamiarem zabicia kogokolwiek. Nie skradałam się jak morderca.

Twarz Nusreta poczerwieniała.

— Jak śmiesz?!

Jego głos odbił się echem od ścian.

— Jak śmiesz mówić do mnie w ten sposób, niewdzięcznico?!

Wskazał na siebie palcem.

ad
— Dla kogo ubrudziłem sobie ręce? Dla kogo ryzykowałem wszystko?

Podszedł bliżej.

— Kto sprowadził na nas problem z Yoncą? Kto?!

Beyza poderwała się z kanapy. W jej oczach zapłonął gniew tłumiony od miesięcy.

— A kto sprowadził Yoncę do naszego życia?!

Nusret zamilkł.

— Odpowiedz mi!

Zrobiła krok w jego stronę.

— Jakoś nie przeszkadzało ci, kiedy codziennie gotowała dla ciebie obiady.

Kolejny krok.

— Nie przeszkadzało ci, kiedy siedziała przy naszym stole.

Jej głos zadrżał.

— Wtedy nie miało dla ciebie znaczenia, że była w wieku twojej córki?

Nusret zacisnął pięści.

— Zamknij się!

ad
— Dlaczego? Bo mówię prawdę?

— Zamknij się!

— Nie potrafisz spojrzeć w lustro, więc wolisz obwiniać mnie za wszystko!

— Zabiję cię!

Nusret gwałtownie uniósł rękę. Przez ułamek sekundy wyglądał tak, jakby naprawdę zamierzał ją uderzyć.

Beyza nawet nie drgnęła. Patrzyła na niego z chłodną pogardą.

— Śmiało.

Jej głos był niemal szeptem.

— Grób jest już gotowy. Pochowaj mnie obok Yoncy.

Przez moment w salonie panowała martwa cisza.

Nusret w końcu opuścił rękę. Oddychał ciężko, jakby brakowało mu powietrza.

— Robi mi się niedobrze, kiedy na ciebie patrzę — wycedził. — Wynoś się stąd.

Beyza nie poruszyła się.

— Słyszysz?!

Chwycił ją gwałtownie za ramię.

ad
— Wynoś się, zanim naprawdę stracę nad sobą kontrolę!

Pchnął ją w stronę drzwi. Beyza zachwiała się, ale utrzymała równowagę.

Nusret złapał leżącą na kanapie torebkę i kurtkę córki, po czym brutalnie wepchnął je w jej ręce.

— Nie przychodź do mnie następnym razem, kiedy znowu wpakujesz się w kłopoty!

Otworzył drzwi.

— Idź!

Jego głos drżał ze złości.

— I niech moje oczy więcej cię nie oglądają!

Wypchnął ją na korytarz i zatrzasnął drzwi z takim hukiem, że zadrżały ściany.

Po drugiej stronie zapadła cisza.

Nusret przez chwilę stał nieruchomo, opierając dłonie o drzwi.

Potem ciężkim krokiem wrócił do salonu.

Opadł na kanapę i ukrył twarz w dłoniach.

Gniew wciąż buzował w jego żyłach, ale pod nim kryło się coś jeszcze — strach.

Naprawdę obawiał się, że list Yasemin może doprowadzić ich wszystkich do zguby.

ad
Nusret ściska ramię Beyzy i patrzy na nią groźnie.

Engin siedział samotnie w swoim gabinecie. Za dużymi oknami powoli zapadał zmierzch, a w pomieszczeniu panowała niemal całkowita cisza. Jedynym dźwiękiem było ciche tykanie zegara i szelest papieru w jego dłoniach.

ad
Po raz kolejny rozłożył list Yasemin.

Wodził wzrokiem po dobrze znanym już piśmie siostry, jakby wciąż miał nadzieję, że między słowami odnajdzie coś jeszcze — wskazówkę, odpowiedź, cokolwiek, co pozwoliłoby mu zrozumieć, dlaczego musiała odejść.

Przymknął na moment oczy.

— Nie martw się, siostro — wyszeptał, a jego głos zabrzmiał niezwykle cicho w pustym gabinecie. — Wiesz przecież, że nigdy ci nie odmówiłem. Nieważne, o co mnie prosiłaś.

Na jego ustach pojawił się smutny uśmiech.

— I tym razem będzie tak samo.

Starannie złożył kartkę i wsunął ją z powrotem do koperty. Przez chwilę trzymał ją w dłoniach, jakby była najcenniejszą rzeczą, jaka mu po niej pozostała.

— Dotrzymam twojej ostatniej woli — powiedział stanowczo. — Zrobię wszystko, co w mojej mocy, żeby Hancer zajęła to stanowisko. Dopilnuję, by spełniło się to, czego pragnęłaś.

Odłożył kopertę na biurko.

Jego spojrzenie padło wtedy na niewielką srebrną bransoletkę leżącą obok dokumentów.

Sięgnął po nią powoli.

Cienki łańcuszek zakończony małym ozdobnym elementem zamigotał w świetle lampy. Był to ten sam przedmiot, który znalazł na podłodze w domu Yasemin.

ad
Przesunął palcami po chłodnym metalu. W jego oczach pojawił się cień bólu.

— Jeśli ktoś cię skrzywdził… znajdę go.

Słowa zawisły w powietrzu niczym przysięga. Engin zacisnął dłoń na bransoletce.

— Nie obchodzi mnie, ile czasu to zajmie. Nie obchodzi mnie, jak głęboko będę musiał szukać.

Podniósł wzrok przed siebie.

W jego oczach nie było już smutku. Zastąpiła go twarda, niezłomna determinacja.

— Odkryję prawdę.

Westchnął ciężko.

— Zrobię wszystko, żebyś mogła spoczywać w spokoju, Yasemin. Bo dopóki nie dowiem się, co naprawdę się wydarzyło…

Urwał na chwilę.

— …ja również nie zaznam spokoju.

Delikatnie położył bransoletkę na kopercie z listem.

Przez kilka sekund przyglądał się obu przedmiotom.

Ostatniej wiadomości pozostawionej przez siostrę. I jedynej materialnej wskazówce, jaką znalazł w miejscu jej śmierci.

ad
Nie wiedział jeszcze, że odpowiedź, której tak rozpaczliwie szukał, leżała tuż przed nim.

Nie miał pojęcia, że bransoletka należała do kobiety, która odebrała Yasemin życie.

Los właśnie prowadził go prosto do morderczyni jego siostry.

Zbliżenie na Engina. Jego twarz wyraża skupienie. Za jego plecami znajdują się ustawione na półkach segregatory.
ad

Cihan zatrzymał się przy recepcji. W przestronnym holu panował spokój, zakłócany jedynie cichym szumem klimatyzacji i odgłosami pracy dobiegającymi zza szklanych drzwi biur. Spojrzał na siedzącą za ladą Hilal.

— Pani Hilal, wie pani, gdzie jest Engin? — zapytał.

Sekretarka uniosła wzrok znad dokumentów.

— Wyszedł jakiś czas temu, panie Cihanie — odpowiedziała uprzejmie. — Nie mówił, dokąd się wybiera. Jeśli chce pan z nim pilnie porozmawiać, mogę zadzwonić.

— Nie ma potrzeby. — Pokręcił głową. — I tak już wychodzę.

Odwrócił się w stronę wyjścia, lecz w tej samej chwili drzwi windy rozsunęły się bezgłośnie. Z kabiny wyszedł Engin.

Mężczyzna wyglądał na zmęczonego. Pod oczami miał wyraźne cienie, a w jego spojrzeniu wciąż czaił się smutek. Mimo to poruszał się zdecydowanym krokiem.

Cihan natychmiast ruszył w jego stronę.

— Właśnie o ciebie pytałem — powiedział. — Gdzie byłeś?

Engin zatrzymał się przed nim.

— Na komisariacie.

Przez moment milczał, jakby sam fakt wypowiedzenia tych słów był dla niego ciężarem.

ad
— Przekazałem policji list Yasemin oraz bransoletkę, którą znalazłem w jej domu.

Na wspomnienie siostry jego twarz stężała.

— Niech przeprowadzą własne dochodzenie. Jeśli znajdą choćby najmniejszy trop, będziemy wiedzieli, od czego zacząć.

— A jeśli nie znajdą? — zapytał Cihan.

W oczach Engina pojawił się błysk determinacji.

— Wtedy zwrócę się do prywatnej firmy detektywistycznej. Nie zamierzam tego zostawić. Muszę poznać prawdę.

Przez chwilę obaj patrzyli na siebie w milczeniu.

— A ty? — odezwał się w końcu Engin. — Dlaczego mnie szukałeś?

Cihan wsunął dłonie do kieszeni płaszcza.

— Jutro spotkamy się z panią Deniz. Chcę zaproponować jej objęcie funkcji przewodniczącej stowarzyszenia.

Słysząc to, Engin wyraźnie się napiął.

— Przecież dobrze wiesz, że Yasemin chciała powierzyć to stanowisko Hancer.

— Wiem.

— W takim razie dlaczego rozmawiamy o kimś innym?

ad
Cihan westchnął ciężko.

— Ponieważ Hancer odmówiła.

— Odmówiła wtedy — sprostował natychmiast Engin. — Była pod ogromną presją. Nie była w stanie podejmować racjonalnych decyzji.

Zrobił krok naprzód.

— Powinienem jeszcze raz z nią porozmawiać.

Twarz Cihana natychmiast stwardniała.

— Enginie…

W jego głosie pojawiło się ostrzeżenie.

— Dlaczego tak się uparłeś?

— Bo to była ostatnia wola mojej siostry.

— A ja mówię ci, że Hancer nie wejdzie do tego stowarzyszenia.

Między mężczyznami zapadła napięta cisza. Engin zmarszczył brwi.

— Nie masz prawa decydować za nią.

— Być może. — Cihan spojrzał mu prosto w oczy. — Ale mam prawo decydować o tym, kto będzie reprezentował firmę i współpracował ze stowarzyszeniem.

ad
Jego głos stał się chłodny i stanowczy.

— Jako twój szef nie wyrażam na to zgody.

Słowa zawisły między nimi niczym rzucone wyzwanie. Przez kilka sekund żaden się nie odezwał.

W końcu Cihan odwrócił się na pięcie.

— Temat jest zamknięty.

Ruszył korytarzem i po chwili zniknął za szklanymi drzwiami.

Engin patrzył za nim w milczeniu.

Jego dłonie zacisnęły się w pięści.

Nie wyglądał jednak jak człowiek, który zamierza podporządkować się rozkazowi.

Wręcz przeciwnie.

W jego spojrzeniu pojawił się ten sam upór, który towarzyszył mu od chwili śmierci Yasemin.

Obiecał siostrze, że spełni jej ostatnią wolę. I nie miał zamiaru z tej obietnicy rezygnować — nawet jeśli oznaczało to otwarty konflikt z Cihanem.

Cihan wyszedł z budynku firmy i szybkim krokiem skierował się do samochodu. Wciąż był rozdrażniony rozmową z Enginem. Słowa o Hancer i ostatniej woli Yasemin nie dawały mu spokoju.

ad
Wsiadł za kierownicę i zamknął drzwi.

Nie zdążył nawet sięgnąć po pas bezpieczeństwa, gdy nagle drzwi od strony pasażera otworzyły się.

Zamarł.

Po chwili na siedzeniu obok usiadła Hancer.

Jej twarz była spokojna, ale w ciemnych oczach czaiła się determinacja. Zamknęła drzwi i odwróciła się w jego stronę.

Cihan zmarszczył brwi.

— Co robisz w moim samochodzie?

W jego głosie zabrzmiało wyraźne napięcie.

Hancer wytrzymała jego spojrzenie.

— Musimy porozmawiać.

— Jeśli chodzi o ostatnią wolę Yasemin, wszystko już załatwiłem. — Oparł się o fotel. — Znalazłem odpowiednią kandydatkę. Nikt nie będzie cię więcej do niczego zmuszał ani wywierał na tobie presji.

— Powiedziałam, że nie przyjmę tej funkcji, więc naprawdę nie musiałeś zadawać sobie tyle trudu.

Jej ton pozostał chłodny.

ad
— Ale nie dlatego tu przyszłam.

Cihan spojrzał na nią z nieukrywaną niechęcią.

— Naprawdę uważasz, że zostało nam jeszcze coś do powiedzenia?

Przez chwilę w samochodzie panowała cisza.

Hancer powoli uniosła głowę.

— Tak.

Jej głos był spokojny, ale stanowczy.

— Mamy.

Cihan odwrócił się w jej stronę.

— O czym?

— O sposobie, w jaki traktujesz mojego męża.

Hancer patrzyła na Cihana mocnym wzrokiem. Wydawało się jednak, że prawdziwy powód tego spotkania nie miał nic wspólnego z Melihem.

Hancer siedzi w samochodzie i patrzy uważnie na rozmówcę — chwila napięcia i niepewności.Cihan w samochodzie odwraca się z zaniepokojeniem — intensywny wyraz zaskoczenia na jego twarzy.

ad

Beyza wróciła do rezydencji późnym popołudniem. Kiedy tylko przekroczyła próg, drzwi otworzyła jej Gülsüm.

Pokojówka od razu zauważyła, że coś jest nie tak. Twarz Beyzy była napięta, a w jej oczach tlił się niepokój pomieszany ze złością.

— Dlaczego wezwali panią do firmy? — zapytała ostrożnie. — Mam nadzieję, że wszystko jest w porządku.

Beyza zatrzymała się i powoli odwróciła głowę w jej stronę. Jej spojrzenie było lodowate.

— A co ciebie to obchodzi?

Gülsüm speszyła się natychmiast.

— Ja tylko…

— Czy ja muszę się przed tobą tłumaczyć? — przerwała jej ostro Beyza. — Za kogo ty się właściwie uważasz? Bezwstydnico!

Pokojówka spuściła wzrok.

— Przepraszam, pani Beyzo.

— Zamiast zadawać głupie pytania, zrób mi kawę. I to natychmiast.

— Dobrze, pani Beyzo.

ad
Gülsüm szybko oddaliła się w stronę kuchni.

Beyza zrobiła kilka kroków w głąb holu, lecz nagle zatrzymała się jak wryta.

Słowa ojca ponownie zabrzmiały jej w uszach.

„Posłuchaj mnie. Czy ktoś widział cię, jak wchodziłaś albo wychodziłaś z domu Yasemin? Zastanów się dobrze. Nie zostawiłaś żadnego śladu, prawda?”

Przełknęła ślinę.

— Czy mogłam coś zostawić…? — wyszeptała do siebie.

Jej serce zaczęło bić szybciej.

— Gdybym naprawdę coś zostawiła, już dawno by to znaleziono. Policja niczego nie odkryła. Nikt niczego nie podejrzewał…

Urwała.

— Dopóki nie pojawił się ten przeklęty testament.

Powoli ruszyła schodami na górę. Każdy stopień przywoływał kolejne wspomnienia.

Próbowała odtworzyć tamten dzień minuta po minucie.

„Jestem pewna, że nikt mnie nie widział” — myślała gorączkowo. — „Ulica była pusta. W domu była tylko Yasemin. Muszę sobie wszystko przypomnieć. Każdy szczegół.”

Przed oczami stanął jej obraz otwierający się drzwi.

ad
Następnie twarz Yasemin.

Jej głos.

Ich kłótnia.

Beyza zamknęła oczy.

Kolejne wspomnienie uderzyło w nią z pełną siłą.

Widziała siebie szarpiącą za dywan.

Widziała zaskoczenie na twarzy Yasemin.

Potem upadek.

Głuchy odgłos uderzenia głową o krawędź pianina.

Beyza zacisnęła powieki.

— Co za żmija… — wyszeptała przez zęby. — Nawet po śmierci nie daje mi spokoju.

Otworzyła oczy.

— Ale ci się nie uda. To był wypadek. Policja sama tak stwierdziła.

Przyspieszyła kroku, jakby próbowała uciec przed własnymi myślami.

Następne obrazy pojawiały się jeden po drugim.

ad
Telefon Yasemin.

Usuwanie wiadomości e-mail.

Starannie wycierany ekran.

Klamka, z której usuwała odciski palców.

Każdy ruch pamiętała doskonale.

Każdy szczegół.

— Zajęłam się wszystkim — szepnęła, próbując uspokoić własny oddech. — Nie zostawiłam żadnego śladu.

Dotarła na półpiętro.

I wtedy nagle zamarła.

Wspomnienie, którego wcześniej nie potrafiła sobie przypomnieć, wróciło z przerażającą wyrazistością.

Kuchnia.

Ostra wymiana zdań.

Yasemin chwytająca ją za rękę.

Szarpanina.

ad
Obie walczące o utrzymanie równowagi.

Beyza poczuła, jak krew odpływa jej z twarzy.

Jej oczy rozszerzyły się ze strachu.

Mimowolnie spojrzała na swój nadgarstek.

Pusty.

W jednej chwili przypomniała sobie wszystko.

Tego dnia miała na ręce bransoletkę.

Tę samą, którą nosiła niemal codziennie.

Palce zaczęły jej drżeć.

— Nie… — wyszeptała.

Serce waliło jej tak mocno, że niemal słyszała jego uderzenia.

— Nie… To niemożliwe…

Oparła się dłonią o ścianę.

Nagle zabrakło jej tchu.

— Do diabła…

ad
Jej głos załamał się.

— Miałam wtedy tę bransoletkę.

Przed oczami stanął jej obraz walczących dłoni.

Szarpanina.

Materiał rękawa.

Metal błyszczący na nadgarstku.

Beyza gwałtownie nabrała powietrza.

— Czy to możliwe… że zgubiłam ją właśnie wtedy?

Ogarnęła ją fala lodowatego przerażenia.

Jeśli bransoletka rzeczywiście została w domu Yasemin…

Jeśli ktoś ją znalazł…

Jeśli trafiła w ręce policji…

To wszystko mogło się skończyć.

Beyza osunęła się ciężko na najbliższy stopień schodów.

Oddychała płytko i nerwowo.

ad
Poczuła, że grunt usuwa jej się spod nóg.

I że tajemnica, którą uważała za pogrzebaną na zawsze, właśnie zaczyna wychodzić na światło dzienne.

Twarz Beyzy zastygła w wyrazie przerażenia.
Powyższy tekst stanowi autorskie streszczenie i interpretację wydarzeń z serialu Gelin. Inspiracją do jego stworzenia były filmy Gelin 129.Bölüm i Gelin 130.Bölüm dostępne na oficjalnym kanale serialu w serwisie YouTube. W artykule zamieszczono również zrzuty ekranu pochodzące z tych odcinków, które zostały użyte wyłącznie w celach informacyjnych i ilustracyjnych. Wszystkie prawa do postaci, fabuły i materiału źródłowego należą do ich prawowitych właścicieli.

Related Posts

Kungafamiljen i sorg – efter tragiska dödsfallet

Den danska kungafamiljen är i sorg.Deras präst Erik Norman Svendsen har dött, rapporterar Se och hör. Han blev 85 år gammal. Biskopen Erik Norman Svendsen var kunglig konfessionarius mellan…

Silvias hemliga träff utomlands – med Eva O’Neill

Kungen och drottning Silvia reste i högsta hemlighet till Österrike för ett möte med Eva O’Neill. Det blev en festlig helg för vårt kära kungapar – och…

„Panna młoda” odc. 174: Cihan wybrał Hancer! Beyza musi pogodzić się z prawdą

Siła prawdziwego uczucia kontra cyniczna gra. Dlaczego w „Pannie młodej” Beyza nie ma szans z Hançer?Miłość, zdrada i rodzinne intrygi od miesięcy trzymają w napięciu widzów serialu…

Panna młoda odc. 175: Yasemin przemawia zza grobu! Świat Beyzy wali się w gruzy!

„Panna młoda” Odc. 175 – streszczenieDerya od samego rana krzątała się po niewielkim salonie. Na stole przykrytym kwiecistym obrusem pojawiały się kolejne talerzyki: biały ser, oliwki, plasterki…

Totalt spærret: Motorcykel og bil kolliderer

Et alvorligt trafikuheld rammer onsdag morgen en meget trafikeret hovedvej. Det handler om en motorcykel og en bil, som er kollideret. Vejen er fuldstændig spærret, og der…

Lige nu: Mand dræbt i ulykke

Politiet bekræfter, at en mand tirsdag er død i en ulykke Mand dræbt på motorvej mod Farø En mand er død i en motorvejsulykke. Ulykken skete mod…

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *

You cannot copy content of this page