
– Staram się zrobić wszystko, żeby ogień we mnie dogasł i zamienił się w popiół, a ty przychodzisz i znowu go rozpalasz – wyznaje Hançer. – Żebyś ty tylko wiedział, jak ciężko mi znieść ból malujący się w twoich oczach… Jesteśmy już dla siebie dwojgiem obcych ludzi, Cihan, rozstaliśmy się. Twoja obecność tutaj o tej porze w ogóle nie uchodzi. Czy ty jesteś świadom, w jakiej sytuacji mnie stawiasz? Idź już stąd, proszę.
– Dwoje obcych, tak?… – Cihan kręci z niedowierzaniem głową. – Jak łatwo to mówisz, Hançer… Twoja dusza najwyraźniej już dawno oddaliła się ode mnie. Teraz po prostu odejdziesz, w dodatku nawet nie mówiąc mi, dokąd się wybierasz.
– Tak będzie lepiej.
– Oczywiście, że dowiem się, dokąd odchodzisz – rzuca twardo na odchodnym. – Nigdy nie pozwolę ci zniknąć z mojego życia tak cicho i bez słowa, Hançer.