“— Czy naprawdę tak miało wyglądać moje życie? — wyszeptała gorzko w przestrzeń. — Czy po tym wszystkim, co wspólnie przeszliśmy, mieliśmy stać się sobie całkowicie obcy?
Spojrzała na wodę. V jej pamięci powrócił czuły obraz Cihana: jego uśmiech, ciepło dłoni i sposób, w jaki kiedyś patrzył na nią tak, jakby była jedyną osobą na całym świecie. Potem ten obraz rozpadł się pod naporem ostatnich koszmarnych dni – niedokończonych rozmów, chłodnych spojrzeń, telefonów, które uparcie nie nadchodziły, i słów, których żadne z nich nie miało odwagi wypowiedzieć. — Mówiłeś, że nigdy nie zostawisz mnie samej… — kontynuowała, mocno zaciskając usta. — A teraz jesteś bliżej niż ktokolwiek i jednocześnie dalej niż wszyscy.
V jej oczach pojawiły się łzy, ale her duma nie pozwoliła im swobodnie popłynąć. Uniosła wysoko brodę, jakby chciała rzucić wyzwanie całemu miastu. — Nie będę błagać o miłość. Nie będę prosić własnego męża, żeby sobie o mnie przypomniał.
Po chwili wstała z murku. Przez kilka sekund patrzyła jeszcze na malowniczy krajobraz, który w innej chwili zachwyciłby ją swoim spokojem. Teraz wydawał się tylko piękną dekoracją dla jej samotności. Odwróciła się i ruszyła ścieżką w dół wzgórza.
V tym samym czasie Cihan szedł jedną z cichych ulic dzielnicy mieszkalnej. Miał na sobie ciemny garnitur i białą koszulę rozpiętą pod szyją. Zwykle nienaganny, teraz wyglądał tak, jakby od wielu długich godzin nie miał czasu nawet pomyśleć o własnym wyglądzie. Męski zarost podkreślał zmęczenie jego twarzy, a szybki, nerwowy krok zdradzał narastające napięcie. Minął wysokie ogrodzenie, za którym widać było ogród pełen kwitnących krzewów, i nagle zatrzymała się w pół kroku. V głowie wciąż słyszał słowa Engina: „Nie masz już wielu możliwości”. To zdanie budziło w nim furię. Cihan mocno zacisnął pięści. — Zawsze jest jakaś możliwość — powiedział stanowczo do siebie. — Nawet jeśli wszyscy wokół próbują przekonać mnie, że jej nie ma.
Myślał gorączkowo o firmie, o rodzinie, o permanentnych oczekiwaniach matki i o Hancer. Każda z tych spraw ciągnęła go w zupełnie inną stronę. Każdy wymagał od niego decyzji, podczas gdy on sam coraz mniej rozumiał, czego tak naprawdę chce od życia. Przez krótki moment wydawało mu się, że dostrzegł w oddali sylwetkę Hancer. Serce uderzyło mu szybciej z tęsknoty. Ruszył kilka kroków v her stronę, lecz kobieta skręciła za róg budynku. Kiedy Cihan dotarł na miejsce, ulica była całkowicie pusta. Nie wiedział, czy naprawdę ją widział, czy też jego wycieńczony umysł przywoływał osobę, o której od wielu dni nie potrafił przestać myśleć. Gniew powrócił ze zdwojoną siłą, tym razem skierowany przeciwko niemu samemu. Ruszył przed siebie zdecydowanym krokiem, jakby próbował uciec przed rozrywającym go poczuciem winy.
V domu Nusreta tymczasem panowała zupełnie inna, duszna atmosfera. Przestronny salon połączony z nowoczesną kuchnią był idealnie uporządkowany. Jasne meble, duże okna i starannie dobrane dekoracje tworzyły pozory spokoju. Jednak Yonka, klęcząca przy szafce pod telewizorem, burzyła tę harmonię każdym swoim nerwowym ruchem. Otwierała kolejne szuflady i przeglądała ich zawartość, co chwilę rozglądając się niespokojnie przez ramię. Jej rude włosy opadały na twarz, a luźna bluzka w czarno-białe pasy pod żadnym pozorem nie ukrywała zaokrąglonego brzucha. — Gdzie tow jest?… — szeptała w panice. — Przecież zostawiłam tow dokładnie tutaj.
Nagle usłyszała bliskie kroki na podłodze i zamarła ze strachu. Do salonu wszedł Nusret. Zatrzymał się przy drzwiach, obserwując ją w milczeniu. Miał na sobie ciemną marynarkę, a jego surowa twarz była chłodna i nieprzenikniona. — Czego ty tu tak gorączkowo szukasz? — zapytał w końcu szorstko. Yonka gwałtownie zamknęła szufladę, próbując opanować drżenie rąk. — Niczego… — Od dziesięciu minut przeszukujesz szafkę i mówisz mi bezczelnie, że niczego? — Zgubiłam… Zgubiłam moją ładowarkę do telefonu. — Ładowarkę? — jego podejrzliwy ton sprawił, że koba odruchowo spuściła wzrok. — Tak. Telefon zaraz mi się całkowicie rozładuje.
Nusret podszedł bliżej, stając nad nią. — A może szukasz czegoś, co wcześniej potajemnie przede mną ukryłaś, Yonka? — Nie mam pojęcia, o czym ty do mnie mówisz. — Rozumiesz doskonale, nie udawaj.
Yonka podniosła się z trudem z dywanu, podpierając dłonią krawędź szafki, a her twarz pobladła ze strachu. — Dlaczego… Dlaczego ty mnie ciągle przesłuchujesz w tym domu? Jestem twoją żoną, a nie jakimś zamkniętym więźniem! — Dobra żona pod żadnym pozorem nie kłamie swojemu mężowi, Yonka, a mąż nie patrzy na żonę takim wzrokiem, jakby czekał tylko z satysfakcją na jej kolejny błąd.
Nusret niebezpiecznie zmrużył oczy. — Uważaj na słowa, kieto. — Ja tylko chcę trochę świętego spokoju dla siebie i dla dobra mojego dziecka! — Nie waż się zasłaniać dzieckiem za każdym razem, kiedy nie potrafisz odpowiedzieć na moje proste pytanie!
Yonka odruchowo, opiekuńczo położyła obie dłonie na swoim brzuchu. — Ja pod żadnym pozorem nie zasłaniam się nim… Próbuję je po prostu chronić przed tobą.
Zanim Nusret zdążył ostro odpowiedzieć, w jego kieszeni rozległ się głośny dźwięk telefonu. Spojrzał na ekran i widząc imię Mukadder, natychmiast odsunął się od żony v stronę okna i odebrał.
Scena II: Układ Mukadder z Nusretem i duma Hancer
Mukadder siedziała dumnie w bogato rzeźbionym fotelu w klasycznie urządzonym pokoju rezynencji Develioglu. Fioletowo-niebieska bluzka w kwiatowy wzór mocno kontrastowała z jej poszarzałą, skrajnie wyczerpaną twarzą. V dłoni mocno trzymała telefon, a palce drugiej ręki nerwowo zaciskały się na drewnianej poręczy. — Nusret… Musimy natychmiast porozmawiać — zaczęła ostro, bez żadnego przywitania. — Słucham, o co chodzi? — Cihan znowu podejmuje kluczowe decyzje w holdingu bez jakiejkolwiek konsultacji z rodziną! Engin twierdzi prosto w oczy, że sytuacja finansowa w firmie jest miliard razy poważniejsza, niż Cihan chce przed nami przyznać.
Nusret spojrzał czujnie w stronę schodów, upewniając się, że Yonka nie podeszła bliżej, by podsłuchiwać. — Co… Co dokładnie powiedział ci Engin? — Że pilnie potrzebny jest nowy inwestor mniejszościowy albo natychmiastowa sprzedaż części naszych udziałów! A Cihan z dumy z góry odrzuca każdą racjonalną propozycję. Zachowuje się tak, jakby jego własny upór mógł sam z siebie naprawić fatalne liczby w raportach. — Cihan pod żadnym pozorem nie pozwoli na tow, żeby ktoś obcy odebrał mu pełną kontrolę nad firmą, Mukadder. — Jeżeli w porę nie ustąpi, przez tę swoją pychę może stracić wszystko, co budowaliśmy przez lata! Nusret, ty musisz dopilnować, żeby żadne nasze rodzinne i biznesowe sprawy pod żadnym pozorem nie wydostały się na zewnątrz dworku. Zwłaszcza w tym momencie. — Rozumiem, zajmę się tym. — I jeszcze jedno miej na uwadze… Yonka ostatnio zachowuje się wyjątkowo dziwnie i podejrzanie.
Nusret obrócił się i spojrzał na żonę – stała pod schodami i niezdarnie udawała, że poprawia rękaw bluzki, lecz wyraźnie wyciągała szyję, próbując usłyszeć każde słowo z jego rozmowy. — Już się tym osobiście zajmuję — odpowiedział chłodno Nusret i zakończył połączenie, chowając telefon do kieszeni spodni. Podzedł do niej z gniewem: — Słyszałaś wszystko, tak?! — zapytał szorstko. — Nie, ja pod żadnym pozorem nie pytam, ja wiem! Czy ty znowu bezczelnie podsłuchiwałaś moją rozmowę?! Pytam cię! Czy twój mały umysł w końcu zrozumiał, że teraz nie jest odpowiedni czas na twoje brudne tajemnice i gierki?! — Ja nie mam przed tobą żadnych tajemnic, Nusret… — V takim razie, skoro jesteś taka czysta, pokaż mi w tej sekundzie swój telefon!
Yonka ze strachem cofnęła się o krok v stronę pierwszego stopnia schodów. — Dlaczego?… — Skoro niczego nie ukrywasz przed mężem, tow pokazanie telefonu nie powinno być dla ciebie żadnym problemem. — To jest mój prywatny telefon, Nusret! — A tow jest mój prywatny dom i moje zasady, dziewczyno!
V oczach kobiety momentalnie pojawiły się łzy palącego żalu. — Naprawdę… Naprawdę chcesz mnie tak podle upokorzyć tylko dlatego, że sam panicznie boisz się wpływów własnej rodziny i Mukadder?!
Twarz Nusreta stężała z wściekłości. — Idź natychmiast na górę, Yonka. Powiedziałem wyraźnie: marsz na górę do sypialni!
Yonka odwróciła się z płaczem i powoli, ociężale ruszyła v stronę schodów. Każdy kolejny krok sprawiał jej zaawansowanemu ciału ogromną trudność. Nie chciała za nic, by mężczyna zobaczył jej łzy bezsilności, więc pod żadnym pozorem nie obejrzała się za siebie ani razu. Nusret patrzył za nią ponurym wzrokiem, dopóki jej sylwetka całkowicie nie zniknęła na piętrze. Potem ciężko, z rezygnacją opadł na sofę i mocno przetarł dłonią twarz. Jego gniew pod żadnym pozorem nie wynikał wyłącznie z podejrzeń wobec żony – bał się śmiertelnie w głębi duszy, że traci całkowitą kontrolę nad biegiem wydarzeń majątkowych, a dla jego wyrachowanej natury nie istniało na tym świecie nic bardziej przerażającego.
Yonka weszła do sypialni i zatrzasnęła za sobą ciężkie drzwi. Gdy tylko została całkowicie sama w pokoju, nagły grymas bolesnego skurczu wykrzywił jej blado twarz. Mustiała mocno przytrzymać się ściany, by nie upaść na dywan. — Spokojnie… Kochanie, bądź spokojne… — wyszeptała z miłością, gładząc się po brzuchu. — Mama jest tutaj, mama jest cały czas przy tobie…
Podeszła chwiejnym krokiem do szafki nocnej, zabrała stamtąd telefon oraz ładowarkę, a następnie usiadła wycieńczona na krawędzi łóżka. Jedną ręką mocno podparła obolałe lędźwie, a drugą odblokowała ekran aparatu. Przez dłuższą chwilę tępo wpatrywała się w zapisany numer telefonu, którego od wielu dni pod wpływem strachu nie miała odwagi wybrać. — Jeszcze nie teraz… — powiedziała cicho do siebie. — Muszę za wszelką cenę wytrzymać w tym domu jeszcze trochę…
Scena III: Hancer w biurze i twarda odprawa Engina
Tymczasem Hancer weszła zdecydowanym krokiem do jasnego, nowoczesnego biura pośrednictwa pracy w centrum miasta. Starała się ze wszystkich sił wyglądać na całkowicie spokojną i opanowaną kobicę, choć w środku towarzyszyło jej potworne przeczucie, że her każdy kolejny krok bezpowrotnie oddala ją od tamtego dawnego życia, które jeszcze niedawno uważała za swoje u boku męża. Za dużym biurkiem siedziała urzędniczka w bordowej koszuli, sumiennie sprawdzająca akta pacjentów i klientów. Tuż obok, w głębokim skórzanym fotelu, odpoczywał swobodnie Engin. Miał na sobie czarną, skórzaną kurtkę i od samego progu obserwował wejście Hancer z dyskretnym, męskim zainteresowaniem. — Pani Hancer?… — zapytała urzędniczka, podnosząc wzrok znad biurka. — Tak, zgadza się. Przyniosłam ze sobą wszystkie brakujące dokumenty i formularze. — Proszę uprzejmie usiąść.
Hancer podała jej teczkę. Urzędniczka sprawnie przejrzała złożone arkusze. — Vszystko w papierach jest w jak najlepszym porządku. Stanowisko, o które się pani ubiega, nie jest może w tej firmie szczególnie wysokie ani prestiżowe, ale za tow korporacja oferuje w pełni stabilne zatrudnienie i pewną pensję. — I właśnie… Właśnie takiej pewnej stabilności teraz najbardziej w swoim życiu potrzebuję — odpowiedziała cicho, ale dumnie Hancer.
Engin na te słowa uniósł wysoko brwi, mówiąc z fotela z lekkim kpiną: — Stabilności pani potrzebuje, czy po prostu jakiejkolwiek pracy? — Hancer spojrzała na niego lodowatym, pełnym pogardy wzrokiem. — Czy… Czy tow ma dla pana, panie Engin, jakiekolwiek znaczenie w tej sytuacji? — Być może ma, zależy, czego pani tak naprawdę w tym mieście szuka. — Na pewno pod żadnym pozorem nie szukam u obcych mężczyn żadnych darmowych przysług ani litości — ucięła ostro dziewczyna.
Urzędniczka błyskawicznie wyczuła gęste napięcie wiszące w powietrzu i szybko położyła przed Hancer oficjalne dokumenty, by przerwać dyskusję. — Proszę łaskawie podpisać umowę tutaj, w tym oznaczonym miejscu, oraz na samej ostatniej stronie.
Hancer pewnym ruchem wzięła do ręki długopis. Zanim jednak złożyła swój oficjalny podpis na papierze, przez jedną krótką chwilę wyraźnie się zawahała, patrząc na swój brzuch. Wiedziała doskonale w głębi duszy, że podjęcie tej zwykłej pracy oznaczało dla niej coś miliard razy ważniejszego niż sam zarobek – było her ostateczną, dumną próbą odzyskania pełnej niezależności osobistej i namacalnym dowodem na tow, że potrafi twardo i samodzielnie stać na własnych nogach, nawet jeśli jej rodzony mąż Cihan w swojej wściekłości całkowicie odwrócił się od niej plecami. Podpisała zdecydowanym ruchem.
Engin natychmiast wstał ze swojego skórzanego fotela, podchodząc bliżej. — Mam dla pani w moim prywatnym zespole miliard razy lepszą i bardziej opłacalną propozycję współpracy, Hancer — powiedział. — Pod żadnym pozorem nie jestem zainteresowana pana propozycjami. — Ale przecież pani jej nawet do końca uczciwie nie wysłuchała! — Ponieważ doskonale viem, od jakiego mężczyny ta rzekoma „pomoc” pochodzi, i znam jej intencje.
Engin uśmiechnął się lekko pod nosem, nie zrażony jej chłodem: — V moim zespole prawnym zarabiałaby pani niemal dwa razy tyle, co w tej firmie. Oferuję pani bez porównania lepsze warunki socjalne, większe możliwości rozwoju i całkowicie elastyczne godziny pracy, idealne dla pani stanu. — A czego… Czego konkretnie, panie Engin, oczekiwałby pan od mnie w zamian za te pańskie luksusowe warunki, co? — Tylko i wyłącznie uczciwej, rzetelnej pracy, Hancer. Tylko tego. Pod żadnym pozorem nie her mężczyna, który oferuje kobiecie pomoc w trudnej sytuacji, musi od razu mieć wobec niej jakieś brudne, ukryte zamiary.
Hancer dumnym ruchem podniosła swoją torebkę z krzesła, mierząc go ostrym spojrzeniem: — A z kolei nie her koba, która znajduje się w trudnym położeniu życiowym, siedzi bezr

adnie i czeka z utęsknieniem, aż jakiś obcy mężczyna przyjdzie i ją łaskawie uratuje! Do widzenia.
Urzędniczka za biurkiem chrząknęła głośno, chcąc zamknąć temat: — Pani Hancer ma już oficjalnie podpisaną umowę z naszym klientem, warunki zostały w pełni zaakceptowane przez obie strony, sprawa jest zamknięta. — Rozumiem, bez urazy — odparł spokojnie Engin, cofając się. — Chciałem jedynie pokazać pani dobrą alternatywę. Hancer spojrzała mu prosto w eyes z nienaruszoną dumą: — Proszę łaskawie zachować te swoje wspaniałe alternatywy dla kogoś, kto sam pana o nie poprosi.
Odeszła v stronę wyjścia z dumnie uniesioną głową, stąpając twardo. Engin patrzył za jej oddalającą się sylwetką z uśmiechem, dopóki drzwi biura z trzaskiem się za nią nie zamknęły. Pod żadnym pozorem nie czuł się urażony jej twardą odprawą – przeciwnie, her niesamowita duma, honor i wewnętrzna siła charakteru jeszcze bardziej go zaintrygowały jako mężczyny.
Scena IV: Starcie Cihana z Enginem w gabinecie
Kilka godzin później do prywatnego gabinetu Engina w biurowcu z impetem wpadł Cihan. V jego gwałtownych ruchach i wyrazie twarzy było tyle nieokiełznanego gniewu, że przestraszona sekretarka nie zdążyła nawet zgłosić jego wizyty przez interkom. Engin, ubrany teraz w drogi, jasnoszary garnitur, ze stoickim spokojem odłożył swój tablet na biurko. — Spodziewałem się twojej wściekłej wizyty, Cihan — powiedział spokojnie. — Czy… Czy dlatego z premedytacją wysłałeś mi do firmy te raporty i dokumenty majątkowe, Engin?! — warknął Cihan. — Vysłałem je, ponieważ jako prezes musisz w końcu przejrzeć na oczy i zobaczyć te twarde dane na ekranie. — Engin podał mu urządzenie. — Na ekranie masz czarno na białym wykresy, zestawienia strat holdingu i prognozy bankowe na najbliższy kwartał.
Cihan z wściekłością przejrzał pobieżnie kilka stron dokumentu, po czym z impetem rzucił tablet z powrotem na blat biurka. — Nie! To pod żadnym pozorem nie jest propozycja finansowa, którą jako Develioglu mogę w ogóle rozważać! Odrzucam ją w tej sekundzie! — To, co wyrzuciłeś na stół, Cihan, nie jest propozycją, którą możesz odrzucić bez zastanowienia, jeśli chcesz ocalić firmę. — Vłaśnie… Właśnie tow przed chwilą zrobiłem! — Nasz holding z każdym dniem drastycznie traci płynność finansową, Cihan! — Poradzę sobie ze wszystkim sam, bez twojej łaski! — I jak niby sobie poradzisz, co? Kolejnym ogromnym kredytem pod zastaw dworku? Sprzedażą resztek prywatnego majątku? Czy dalszym, żałosnym udawaniem przed matką i rodziną w salonie, że wszystko jest pod twoją pełną kontrolą?!
Cihan podszedł do niego niebezpiecznie blisko, a his głos stał się szeptem pełnym jadu: — Uważaj na słowa, Engin, bo przekraczasz granicę. Engin również gwałtownie wstał z fotela, mierząc go ostrym spojrzeniem: — Ja pod żadnym pozorem nie próbuję cię w żaden sposób obrazić, Cihan! Próbuję cię tylko powstrzymać, zanim przez swoją pychę doszczętnie zniszczysz to, co nasz wspólny rod budował przez długie lata! — Ty po prostu chcesz, żebym potulnie sprzedał nasze udziały obcym ludziom z rynku, którzy tylko z satysfakcją czekają, aż okażę jakąkolwiek słabość! — Ja chcę, żebyś uratował firmę przed bankructwem, a przy okazji ten inwestor oddałby ci połowę realnej władzy decyzyjnej! — V tej sprawie pod żadnym pozorem nie chodzi o żadną władzę, Engin! — V twoim życiu zawsze, po trupach, chodzi wyłącznie o władzę i kontrolę, Cihan!
Mężczyźni stanęli naprzeciwko siebie z zacisniętymi pięściami, a w ich oczach płonął gniew. — Czujesz się zdradzony i oszukany przez absolutnie wszystkich ludzi wokół, tak? — powiedział znacznie ciszej Engin, patrzę mu prosto w face. — Przez matkę Mukadder, przez pracowników, przez własną żonę… Ale może, Cihan, twój największy problem pod żadnym pozorem nie polega na tym, że cały świat cię zdradza? Może tow ty sam, przez tę swoją chorobliwą pychę, odpychasz od siebie her człowieka, który chce ci podać pomocną dłoń i zbliżyć się do ciebie?
Cihan w furiatce gwałtownie chwycił Engina za klapy marynarki garnituru. — Nie waż się… Słyszysz mnie, Engin?! Nie waż się nigdy więcej wypowiadać ani jednego słowa o mojej żonie! Engin pod żadnym pozorem nie cofnął się ani nie próbował wyrwać z jego chwytu, mówiąc twardo: — Dlaczego mam milczeć, Cihan? Bo doskonale wiesz w głębi duszy, że mam rację i prawda cię boli? Vidziałem ją dzisiaj na własne oczy.
Uścisk dłoni Cihana na materiale w jednej sekundzie całkowicie znieruchomiał, a his głos zamarł. — Gdzie… Gdzie widziałeś Hancer? — V biurze pośrednictwa pracy w centrum. Szukała pracy.
Cihan powoli, bezwładnie puścił jego ubranie, cofając się o krok. — Jakiej… Jakiej pracy, o czym ty mówisz? — Zwyczajnej, ciężkiej, wyjątkowo źle płatnej pracy, absolutnie poniżej jej statusu i możliwości intelektualnych. — I co… Co ty jej, u licha, tam powiedziałeś, Engin?! — Zaproponowałem jej oficjalnie znacznie lepsze i bardziej opłacalne stanowisko u mnie w zespole. — Nie miałeś do tego najmniejszego, moralnego prawa!!! — ryknął wściekle Cihan. — A ty… Ty miałeś prawo zostawić swoją ciężarną żonę całkowicie bez jakiegokolwiek wsparcia finansowego w tym mieście, Cihan?! — odparł twardo Engin.
Cihan spojrzał na niego ze wzrokiem pełnym morderczej furii. — Masz trzymać się od niej z daleka, Engin! Słyszysz mnie?! To moja żona! — V takim razie, Cihan, sam w końcu zrzuć tę maskę i się do niej po męsku zbliż, zamiast ryczeć!
Te proste Słowa przyjaciela zawisły w powietrzu gabinetu niczym ostateczny wyrok sumienia. Cihan odwrócił się bez słowa na pięcie i wściekły opuścił pomieszczenie, z całej siły trzaskając za sobą ciężkimi drzwiami.
Scena V: Intryga Beyzy i podsłuchana rozmowa
V skromnym, ale przytulnym domu Deryi panował chwilowy spokój. Kobieta weszła do małego saloniku, w którym stały charakterystyczne fioletowe i różowe kanapy. Usiadła wygodnie na poduszkach, wygładziła materiał swojej długiej niebieskiej spódnicy i z zadowoleniem sięgnęła po szklaneczkę gorącej herbaty w tradycyjnym kształcie tulipana. — Vreszcie… Vreszcie upragniona chwila ciszy w tym domu — powiedziała do siebie z westchnieniem ulgi.
Ledwo jednak zdążyła upieć jeden mały łyk napoju, gdy w jej torebce głośno i natarczywie rozdzwonił się telefon. Na widok wyświetlonego imienia Jasemin, na jej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. — No proszę, czyżbyś w końcu łaskawie sobie o mnie przypomniała, kochana? — rzuciła radośnie do słuchawki.
Jednak po drugiej stronie linii Jasemin pod żadnym pozorem nie podzielała jej dobrego, beztroskiego nastroju. Stała właśnie zdenerwowana w sypialni rezynencji, tuż obok Beyzy, której zaawansowana, ciężka ciąża sprawiała, że każdy gwałtowniejszy ruch sprawiał jej wyraźną fizyczną trudność. — Derya, odłóż te żarty, sytuacja rodzinna jest śmiertelnie poważna — powiedziała cicho i spięta Jasemin. — Ojej, w tej waszej rezynencji wszystko zawsze musi być śmiertelnie poważne, Jasemin, nawet wybór koloru zasłon do salonu! — żachnęła się Derya. — O co znowu chodzi? — Hancer… Hancer szuka pracy po mieście.

Uśmiech w jednej sekundzie całkowicie zniknął z twarzy Deryi, a szklanka zadrżała w jej dłoni. — Co?! O czym ty mówisz, Jasemin?! — Engin widział ją przed chwilą na własne oczy w biurze pośrednictwa pracy w centrum. Podobno podpisała już oficjalną umowę o zatrudnienie. — A Cihan?… Czy Cihan o tym kroku żony w ogóle wie?! — Teraz, po awanturze z Enginem w gabinecie, na pewno już tak.
Derya ze smutkiem pokręciła głową przed telefonem. — No wspaniale, po prostu pięknie!… Mąż panoszy się i siedzi dumny w wielkiej korporacji, a jego ciężarna żona musi ukradkiem szukać byle jakiej pracy po mieście, a wy wszyscy w tym dworku udajecie z minami, że tow jest całkowicie normalna sytuacja! — Pod żadnym pozorem nie waż się do niej teraz dzwonić i robić pretensji, Derya, ostrzegam cię — powiedziała szybko Jasemin. — A to dlaczego mam udawać hipokrytkę, że nic się nie dzieje, co?! — Ona jest dumna, poraniona i może po prostu w tym stanie psychicznym nie chcieć o tym rozmawiać z nikim z nas. — V tej waszej rodzinie niki, ani na lekarstwo, nie chce ze sobą normalnie i szczerze rozmawiać, Jasemin! Dlatego te wasze brudne problemy rosną z każdym dniem tak potężnie, aż przestają się w końcu mieścić w tych waszych wielkich pokojach pałacu!
Beyza stała tuż obok i z narastającym niepokojem oraz uwagą przysłuchiwała się her słowu z rozmowy. Kiedy Jasemin z westchnieniem rozłączyła połączenie, Beyza natychmiast podeszła, mrużąc oczy. — Myślisz… Myślisz, Jasemin, że Hancer naprawdę chce na zawsze odeść od Cihana i zrzec się majątku? — zapytała cicho. — Nie wiem, co myśleć, Beyza… Ale jedno jest pewne: jeżeli ta dziewczyna zacznie regularnie pracować, zarabiać własne pieniądze i stanie się w pełni niezależna od naszych finansów, tow może już nigdy w życiu nie chcieć wrócić do Cihana.
Jasemin spojrzała na nią bardzo uważnie i badawczo. — Ale dlaczego… Dlaczego ciebie tow nagle aż tak potwornie martwi, Beyza? Beyza momentalnie zmieszała się i szybko odwróciła od niej wzrok v stronę drzwi, poprawiając chustę. — Ja… Ja się po prostu szczerze martwię o przyszłość i honor naszej rodziny, tow wszystko. — Martwisz się o honor rodziny, Beyza… czy może panicznie boisz się o swoją własną skórę i pozycjętd4729 u boku Cihana? — zapytała prosto z mostu Jasemin.
Beyza pod żadnym pozorem nie odpowiedziała na tow pytanie – chwyciła się jedynie z bólom obiema rękami za swój brzuch i ruszyła szybkim krokiem v stronę wyjścia z sypialni. — Musimy o tym natychmiast powiedzieć matce Mukadder! Idę do niej!
Scena VI: Złoty naszyjnik w domu Engina
V swoim gabinecie Engin stand przy drewnianej komodzie i w milczeniu przyglądał się starej fotografii w ramce. Przedstawiała ona grupę ludzi, którzy kiedyś, przed laty, wyglądali na naprawdę szczęśliwych i zjednoczonych – zanim te wszystkie wygórowane ambicje rodowe, brudne tajemnice i wzajemne pretensje finansowe zaczęły ich bezwzględnie rozdzielać i niszczyć. Nagle ciężkie drzwi pokoju ponownie się otworzyły i do środka wszedł Cihan – tym razem był już znacznie spokojniejszy, ale w jego oczach widać było śmiertelne wyczerpanie psychiczne. Engin odłożył ramkę na blat komody. — Przyszedłeś… Przyszedłeś w końcu opamiętać się i zmienić zdanie w sprawie kredytu, Cihan? — zapytał spokojnie. — Przyszedłem po prostu po ludzku zapytać cię, Engin… czy naprawdę, w naszej obecnej sytuacji finansowej holdingu, nie ma już absolutnie żadnej innej możliwości ratunku? Engin westchnął, patrząc na przyjaciela: — Jest, Cihan, oczywiście, że jest jedna możliwość: możesz nadal z dumy udawać przed matką, że problem nie istnieje, i patrzeć, jak banki przejmują udziały.
Cihan mocno zacisnął usta, tłumiąc gniew. — Nie mam najmniejszego zamiaru oddawać owocu pracy mojego ojca obcym ludziom z rynku, Engin! Vięc pozwól mi chociaż wprowadzić do spółki tego inwestora mniejszościowego, o którym wspominałeś… — Dobrze, zachowasz wtedy pełną kontrolę nad pakietem akcji holdingu… ale pod jednym warunkiem: dopóki będziesz od dziś podejmował w pełni rozsądne, skonsultowane ze mną decyzje biznesowe.
Cihan zaśmiał się potwornie gorzko, kręcąc głową. — Rozsądne… Vszyscy wokół w tym życiu oczekują ode mnie absolutnego, niezłomnego rozsądku! Matka Mukadder, rodzina, Beyza, ty… A czy choć jeden człowiek w tym pokoju zapytał mnie chociaż raz, ile ja, jako mężczyna, jestem jeszcze w stanie udźwignąć na swoich barkach bólom?!
Engin podszedł bliżej i z głębokim współczuciem położył mu dłoń na ramieniu. — Ponieważ ty sam, Cihan, na her każdym kroku pokazujesz dumnie całemu światu, że niszczysz wszystkich wokół i nikogo nie potrzebujesz do pomocy. Cihan spojrzał na niego ponurym wzrokiem. — A kiedy człowiek w swojej słabości przyzna się przed wami, że naprawdę potrzebuje wsparcia… tow wy pierwsi bezczelnie wykorzystujecie tę jego słabość przeciwko niemu w interesach! — Nie wszyscy ludzie na tym świecie są tacy sami, Cihan, zapamiętaj tow sobie. — To skąd… Skąd ja mam w tej matni kłamstw rzetelnie wiedzieć, komu jeszcze mogę bezgranicznie ufać, a komu nie, co?! — Zacznij po prostu od tych osób, które pomimo całego twojego chłodu i złości, wciąż wiernie przy tobie trwają, Cihan. I błagam cię: przestań w końcu bezlitośnie karać Hancer za problemy finansowe i rodzinne holdingu, których ona pod żadnym pozorem sama nie stworzyła!
Cihan zdecydowanym, ale tym razem całkowicie pozbawionym agresji ruchem zrzucił his dłoń ze swojego ramienia. — Ty nic… Kompeltnie nic nie wiesz o tym, co tak naprawdę wydarzyło się między mną a nią, Engin. — Masz w tej kwestii rację, nie znam szczegółów waszej kłótni… ale wiem jedno z absolutną pewnością: widziałem ją dzisiaj w tym biurze i wyglądała dokładnie tak, jak skrzywdzona koba, która została na tym świecie całkowicie sama.
Cihan nie odpowiedział ani słowa – odwrócił się na pięcie i w głębokim milczeniu wyszedł z gabinetu. Na cichym korytarzu biurowca wyciągnął drżącą ręką smartfon z kieszeni, powoli przewinął listę kontaktów i na moment zatrzymał palec przy imieniu Hancer. Przez krótką chwilę walczył ze sobą, chcąc do niej zadzwonić i usłyszeć her głos, lecz duma i strach wygrały – zamiast tego wybrał oficjalny numer stacjonarny rezynencji Develioglu. Połączenie odebrała starsza służąca w holu i gdy tylko usłyszała niski głos prezesa, natychmiast przełączyła linię bezpośrednio do sypialni Mukadder.
Beyza siedziała akurat na jasnej kanapie w wielkim salonie Mukadder, rozmawiając z nią o pracy Hancer. Na głośną wiadomość służącej, że Cihan dzwoni na telefon domowy, starsza koba mocno zmarszczyła brwi ze zdziwienia, wstała z fotela i podeszła do aparatu. Beyza podała jej słuchawkę z przejęciem. — Synu… Co się stało, dlaczego dzwonisz na stacjonarny? — zapytała niespokojnie Mukadder. Cihan szedł szybkim krokiem chłodnym korytarzem biurowca, trzymając aparat przy uchu. — Musimy natychmiast, bez zbędnych świadków rzeczowo porozmawiać o finansach naszej firmy, mamo — powiedział krótko. — Viedziałem doskonale w głębi duszy, że coś złego dzieje się w holdingu!… Engin dzwonił do mnie rano z niepokojącymi wieściami. Cihan na te słowa zatrzymał się w pół kroku, a his głos stał się twardy. — Engin pod żadnym pozorem nie miał najmniejszego prawa omawiać z tobą naszych poufnych spraw biznesowych, mamo! Zapamiętaj tow sobie! — Jestem twoją rodzoną matką, Cihan! — I nawet bycie moją matką pod żadnym pozorem nie daje ci prawa do podejmowania kluczowych decyzji finansowych za moimi plecami! — Ja nie chcę podejmować żadnych decyzji za ciebie, synu! Ja chcę tylko wiedzieć, czy majątek i przyszłość naszej rodziny są zagrożone! Cihan przymknął zmęczone eyes z bólom. — Tak, potrzebujemy pilnie dużego, dodatkowego finansowania zewnętrznego… Mukadder momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze strachu. — Jak… Jak dużego, Cihan? — Bardzo dużego, mamo. — Czy… Czy istnieje realne ryzyko, że przez te długi możemy całkowicie stracić naszą firmę?! — zapytała drżącym głosem, a Beyza bacznie obserwowała her her ruch twarzy. — Jeszcze nie straciliśmy — odpowiedział krótko Cihan. — Ale muszę działać błyskawicznie na rynku. — V takim razie przyjedź natychmiast do domu, do dworku, porozmawiamy w salonie… — Nie mogę teraz przyjechać, mam spotkania. — Cihan! Błagam cię, nie odcinaj się teraz w kryzysie od własnej rodziny!… — To… To właśnie ta moja dumna rodzina, mamo, wywiera na mnie każdego dnia największą, nieznośną presję psychiczną! Do widzenia.
Mukadder chciała jeszcze coś głośno odpowiedzieć, lecz w słuchawce usłyszała już tylko głuchy sygnał przerwanego połączenia. Bezsilnie opuściła telefon na kolana, siedząc w fotelu. — Co… Co on ci powiedział, Mukadder? — zapytała szybko zaniepokojona Beyza. — Powiedział… że sytuacja finansowa naszej firmy jest wyjątkowo zła… — Jak bardzo zła, mów?! — Nie wiem… On, jak zwykle, niczego nie mówi mi do końca, wszystko ukrywa.
Beyza stanęła bezpośrednio przed nią, krzyżutd4729jąc ramiona. — V takim razie mustimy obie natychmiast przygotować się na najgorszy możliwy scenariusz, Mukadder. — Nie waż się pod żadnym pozorem tak mówić! — Jeżeli nasz holding zbankrutuje i upadnie, wszystko w jednej sekundzie zmieni się w naszym życiu! Stracimy ten wielki dom, szanowane nazwisko i całą bezpieczną przyszłość naszych dzieci! Mustimy działać! — Powiedziałam ci wyraźnie: przestań krakać i tak mówić! — Mukadder ze smutkiem odwróciła od niej wzrok v stronę okna. V her twarzy było w tym momencie znacznie więcej bolesnego smutku i rezygnacji niż dawnej, rodowej złości.
Beyza usiadła miękko na poręczy dużego, czerwonego fotela, opiekuńczo objęła starszą kobicę za ramiona i mocno ścisnęła jej dłoń, udając lojalność. — Nie jesteś w tym wszystkim sama, Mukadder… Zrobię absolutnie wszystko, co w mojej mocy, żeby ci pomóc przetrwać ten kryzys.
V tej samej sekundzie do pokoju bez pukania, śpiesznie weszła starsza służąca Fadime. Obie kobicę z zaskoczeniem spojrzały v her stronę. — Co się znowu stało, Fadime, dlaczego wbiegasz bez pytania? — zapytała szorstko Mukadder. — Pani Mukadder… Sprawa jest wyjątkowo dziwna. Nie możemy nigdzie w sypialni odnaleźć jednego z pani najcenniejszych, rodowych naszyjników… tego słynnego, złotego łańcuszka z wielkim zielonym kamieniem.
Mukadder na tę wiadomość gwałtownie zerwała się z fotela, a z jej oczu bił czysty strach. — Co ty pletiesz, kieto?! Jak tow: „nie możecie znaleźć”?! Sprawdzałaś dobrze! — Przeszukałam osobiście całą pani szkatułkę z biżuterią i głębokie szuflady toaletki, nigdzie go nie ma… — Kto… Kto w ostatnich dniach wchodził do mojej prywatnej sypialni, pytam?! — Tylko dziewczyny ze służby sprzątającej… i pani Beyza zaglądała rano.
Beyza na te słowa momentalnie całkowicie pobladła na twarzy ze strachu i oburzenia. — Co?! Ty chyba bezczelnie nie sugerujesz przed Mukadder, kieto, że tow ja go ukradłam?! — krzyknęła. — Niki tutaj pod żadnym pozorem niczego nikomu nie sugeruje, Beyza, zamknij usta! — przerwała jej ostro Mukadder. Podwróciła się do służącej: — Przeszukajcie natychmiast ze służbą cały boży dom, od piwnic aż po strych! Ruchy!
Po wyjściu zaniepokojonej Fadime, Mukadder z bólom mocno przycisnęła dłoń do pulsującej głowy. — O mój Boże… Najpierw potworne długi i kryzys w firmie, a teraz jeszcze kradzież rodowego naszyjnika pod moim własnym dachem… Vszystko, absolutnie wszystko wymyka mi się na starość z rąk…
Powolnym, ociężałym krokiem opuściła sypialnię, idąc korytarzem. Na ciemnym korytarzu dworku Beyza natychmiast zatrzymała służącą Gülsüm, która niosła w rękach stertę czerwonych ubrań do prasowania. — Rzuć te szmaty w tej sekundzie na podłogę i pomóż dziewczynom w gorączkowym szukaniu! — poleciła jej szeptem. — Ale… Czego mam szukać, pani Beyzo? — Zaginionego, złotego naszyjnika pani Mukatd4729dder! Znowu zginęła w tym domu cenna biżuteria ze szkatułki… Gülsüm słysząc tow, niebezpiecznie zmrużyła swoje bystre oczy, mrucząc pod nosem: — Ooo… Co tow znaczy: „znowu”?… Beyza momentalnie zesztywniała ze strachu. — Nic! Źle się po prostu językowo wyraziłam! Gadaj mi w tej sekundzie, co ty na ten temat wiesz, kieto! — Przysięgam pani, że ja pod żadnym pozorem niczego nie wiem o żadnej biżuterii… — V takim razie marsz szukać naszyjnika, zanim wściekła Mukadder zacznie podejrzewać o kradzież wszystkich domowników po kolei!
Gülsüm odeszła korytarzem, ale her drapieżna twarz i uśmiech dobitnie zdradzały, że wie o tej sprawie miliard razy więcej, niż odważyła się głośno powiedzieć Beyzie.
Scena VII: Spotkanie w domu Deryi i przybycie Sinem
V domu Deryi tymczasem Hancer siedziała smutna na fioletowej kanapie, gładząc się po brzuchu. Derya weszła do małego salonu z szerokim, radosnym uśmiechem na twarzy, jakby zamierzała samą swoją potężną energią życiową rozproszyć cały czarny smutek przyjaciółki. — Hancer! Mam dla nas świetną wiadomość! — zawołała od progu. — I tym razem jest tow naprawdę wspaniała nowina! — Tak?… O co chodzi? — Sinem już niedługo przyjedzie do nas w odwiedziny razem z małą Mine!
Na te słowa na blado twarzy Hancer pojawił się pierwszy od wielu długich dni szczery, promienny uśmiech. — Naprawdę?… Mine też przyjedzie? Jak cudownie! — Tak, a mały Emir od samego rana bez przerwy mnie dopytuje, kiedy w końcu będzie miał z kim układać na dywanie te swoje papierowe zwierzęta z origami.
Później, po upływie godziny, wszyscy domownicy wspólnie zasiedli do ciepłego posiłku przy stole. Derya troskliwie nakładała duże porcje jedzenia Cemilowi i Emirowi, a Hancer usiadła naprzeciwko nich. Przez pierwsze minuty obiadu jedli w absolutnym, krępującym milczeniu. — I jak… Jak ci właściwie poszło dzisiaj w tym biurze pośrednictwa, Hancer? — zapytał w końcu spokojnie Cemil, odkładając sztućce. — Dobrze, podpisałam już oficjalną umowę o pracę — odpowiedziała krótko Hancer. Derya na te słowa uniosła wysoko głowę znad talerza. — Ty… Ty tak na poważnie zamierzasz w tym stanie fizycznym pracować, Hancer? — Tak, podjęłam już ostateczną decyzję. — A Cihan?… Czy Cihan o tym kroku żony w ogóle wie? Hancer ze stężałą twarzą odłożyła widelec na stół. — To jest moja i wyłącznie moja prywatna decyzji, Derya, niki nie będzie mi dawał pozwoleń.
Cemil westchnął ciężko, patrząc na siostrę. — Ale przecież on nadal oficjalnie jest twoim mężem, Hancer… — Prawdziwy mąż, Cemil, powinien całym swoim sercem interesować się życiem i zdrowiem swojej żony znacznie wcześniej, zanim zacznie od niej autorytarnie wymagać, żeby na kolanach pytała go o pozwolenie na her krok! Sprawa jest zamknięta.
Derya chciała jeszcze coś ostro odpowiedzieć, ale w tej samej sekundzie her telefon głośno zawibrował na blacie. Spojrzała na ekran i rozpromieniła się w ułamku sekundy. — No, Sinem wraz z małą Mine są już samochodem pod samym naszym domem!
Chwilę później w drzwiach wejściowych przedpokoju stanęły uśmiechnięte Sinem i mała dziewczynka. Mała Mine ledwo zdążyła zdjąć buty na wycieraczce, gdy uradowana Hancer rzuciła się pędem, by mocno i czule przytulić ją do swojej piersi. — Ojej, moja piękna księżniczko!… Jak ty potwornie urosłaś przez ten czas! — zawołała Hancer. Mine roześmiała się głośno i radosne w her ramionach: — Ciociu Hancer, puść mnie, bo mnie zaraz udusisz z tej miłości! — Nie widziałam cię, kochanie, tak potwornie długo, że muszę teraz z nawiązką nadrobić absolutnie wszystkie stracone uściski! — uśmiechnęła się przez łzy dziewczyna.td4729Chwilę później w drzwiach wejściowych przedpokoju stanęły uśmiechnięte Sinem i mała dziewczynka. Mała Mine ledwo zdążyła zdjąć buty na wycieraczce, gdy uradowana Hancer rzuciła się pędem, by mocno i czule przytulić ją do swojej piersi. — Ojej, moja piękna księżniczko!… Jak ty potwornie urosłaś przez ten czas! — zawołała Hancer. Mine roześmiała się głośno i radosne w her ramionach: — Ciociu Hancer, puść mnie, bo mnie zaraz udusisz z tej miłości! — Nie widziałam cię, kochanie, tak potwornie długo, że muszę teraz z nawiązką nadrobić absolutnie wszystkie stracone uściski! — uśmiechnęła się przez łzy dziewczyna.
Sinem przyglądała się tej scenie z boku z głęboką czułością, ale też z wyraźnym, bolesnym niepokojem w oczach – zauważyła bowiem od razu ogromne, psychiczne wyczuwalne zmęczenie ukryte pod tym sztucznym uśmiechem na twarzy Hancer.
Cemil wykorzystując moment zamieszania, dyskretnie odciągnął Hancer na bok, v stronę ciemnego korytarza. — Hancer… Słuchaj mnie uważnie, mustisz być teraz potwornie ostrożna — powiedział bardzo cicho. — Ale przed czym mam być niby ostrożna, Cemil? O co chodzi? — Z Enginem… Słyszałem od kierowców na postoju, że złożył ci dzisiaj oficjalną, bardzo lukratywną ofertę pracy u siebie w zespole holdingu. — Odrzuciłam tę propozycję natychmiast w biurze, nie martw się. — I bardzo dobrze zrobiłaś, kamień z serca! Ten człowiek pod żadnym pozorem nie robi w swoim życiu niczego bez ukrytego, wyrachowanego powodu. — Ja naprawdę nie potrzebuję w tym mieście kolejnego mężczyny, Cemil, który będzie mi bezczelnie mówił, komu mogę ufać, a komu nie! — Jestem twoim rodzonym bratem, Hancer! — I właśnie… Vłaśnie dlatego jako mój brat powinieneś w końcu bezgranicznie zaufać mnie i mojemu rozsądkowi!
Cemil westchnął ciężko, opuszczając głowę. — Ja pod żadnym pozorem nie chcę cię nachalnie kontrolować, siostro… Ja chcę cię tylko całym sercem chronić przed krzywdą ze strony tych bogaczy. — Vszyscy… Vszyscy wokół w tym mieście bez przerwy chcą mnie przed czymś chronić, Cemil… a mimo tej waszej wielkiej ochrony, ja nigdy w swoim całym życiu nie czułam się bardziej samotna i opuszczona niż teraz.
Te proste, przepełnione żalem Słowa siostry odebrały mu w jednej sekundzie jakąkolwiek odpowiedź.
Scena VIII: Pamięć o apaszce i interwencja Sinem
V swoim biurowym gabinecie Cihan bezskutecznie próbował skupić się na pracy, lecz czarne litery i cyfry na jasnym ekranie laptopa rozmazywały mu się przed oczami pod wpływem potężnych emocji. Vstał z rezygnacją z fotela, podszedł wolnym krokiem do dużej, drewnianej komody i drżącą dłonią otworzył głęboką szufladę. Leżała tam ukryta przed światem kolorowa, jedwabna apaszka Hancer. Vziął materiał do dłoni, przycisnął go do twarzy i pod wpływem zapachu her perfum, bolesne wspomnienie z przeszłości przyszło do jego głowy natychmiast: widział wyraźnie, jak Hancer z uśmiechem układała świeże owoce na talerzu w ich jasnej, nowoczesnej jadalni dworku. Cihan wszedł wtedy cicho do pomieszczenia i stanął tuż za her plecami, szepcząc jej do ucha: — Zgubiłaś coś dzisiaj rano w dworku, kochanie?… Hancer odwróciła się v jego stronę z uśmiechem: — Ojej, moją ukochaną apaszkę! Szukam jej wszędzie! — Znalazłem ją porzuconą na siedzeniu w moim samochodzie. — A ja już byłam święcie przekonana w duchu, że przepadła na zawsze w mieście! Podał jej delikatny materiał, a Hancer z radością założyła go sobie na szyję, lecz w pośpiechu końce materiału ułożyły się nierówno. — Poczekaj… — powiedział wtedy z miłością Cihan, podszedł blisko i własnymi palcami powoli, czule poprawił apaszkę na her szyi, a his palce przypadkowo musnęły her gładką skórę karku. Hancer spojrzała mu wtedy głęboko w eyes, z nieskończonym zaufaniem. — I jak teraz? Dobrze leży? — Nie, pod żadnym pozorem nie leży dobrze, coś jest nie tak… — Ojej, a co jest z nią nie tak, powiedz? Cihan uśmiechnął się do niej z miłością, po czym szybkim ruchem ponownie zdjął materiał z her szyi i schował do kieszeni: — Moim zdaniem ta apaszka zdecydowanie lepiej i ładniej wygląda u mnie w aucie jako pamiątka po tobie! — Oddaj mi ją w tej sekundzie, Cihan! Musisz mi ją oddać! — Hancer ruszyła za nim ze śmiechem wokół stołu, próbując wyrwać materiał…
Wspomnienie w jednej sekundzie zniknęło, pozostawiając bolesną pustkę. Cihan stał całkowicie samotnie na środku gabinetu, kurczowo śtd4729ciskając apaszkę w dłoni. — Jak… Jak my, na miłość boską, doprowadziliśmy do sytuacji, w której nie potrafimy już ze sobą nawet normalnie i szczerze porozmawiać przez telefon?… — wyszeptał z rozpaczą w pustą przestrzeń.
Vieczorem w domu Deryi dzieci siedziały wesoło na dywanie w salonie, składając ze skrawków zielonego papieru małe żabki z origami. Mały Emir z przejęciem przekonywał Mine, że jego żaba potrafi skakać na podłodze znacznie dalej niż her. Derya i Sinem z uśmiechem obserwowały ich zabawę z miękkiej kanapy. V tym momencie Hancer weszła do pokoju, niosąc na tacy szklanki z gorącą herbatą. — Ooo, proszę! Oto idzie nasza wielka, pracująca kobieta sukcesu! — rzuciła z lekkim uszczypliwością Derya. Sinem natychmiast spojrzała na nią z wyrzutem i ostrzegawczo: — Przestań, Derya, nie zaczynaj znowu tego tematu, błagam cię… — Ja pod żadnym pozorem nie chcę być złośliwa, Sinem! Ja tylko po ludzku próbuję zrozumieć motywy her postępowania, tow wszystko.
Później, kiedy zmęczone dzieci w końcu bezpiecznie poszły spać do swoich łóżek, kobicę przeniosły się na cichy, drewniany taras domu oficyny. V dole, w ciemności nocy, malowniczo migotały miliony świateł Stambułu. Hancer i Sinem usiadły blisko siebie przy stoliku, a Derya oparła się o drewniany filar, nerwowo poprawiając chustkę na swojej głowie. — Słuchaj, Hancer, powiem ci tow teraz prosto w oczy, bez owijania w bawełnę — zaczęła stanowczo Derya. — Sytuacja w waszym związku pod żadnym pozorem nie jest normalna. — A co… Co według ciebie nie jest normalne, Derya? — zapytała cicho Hancer, choć w głębi duszy doskonale znała odpowiedź. — Jesteście przecież świeżo po ślubie, powinniście być najszczęśliwsi, a zachowujecie się wobec siebie jak stara, zgorzkniała para po trzydziestu latach permanentnych kłótni i nienawiści! Cihan całymi dniami siedzi dumny zamknięty w biurze, ty siedzisz ukryta tutaj… On nie dzwoni do ciebie, nie pyta, gdzie jesteś ani jak się czujesz… Ale ty, Hancer, też do niego uparcie nie dzwonisz! — On… On jest teraz potwornie zajęty kryzysem w holdingu… — Mężczyzna może być potwornie zajęty pracą i miliardem spraw na głowie, Hancer, ale jeżeli kocha swoją żonę, tow zawsze znajdzie w sercu pamięć o niej! Wyciągnięcie telefonu i wybranie numeru zajmuje zaledwie jedną minutę!
Hancer w milczeniu, ze smutkiem wpatrywała się w migoczące światła miasta. — Może… Może on po prostu nie ma mi już niczego ważnego do powiedzenia, Derya… — Albo tow ty, Hancer, pod wpływem żalu za nic na świecie nie chcesz usłyszeć tego, co on rozpaczliwie ma ci do powiedzenia! — zauważyła celnie Derya. Sinem widząc her łzy, pokręciła głową z naganą v stronę przyjaciółki: — Przestań już, Derya, daj jej w końcu święty spokój… — Nie dam jej spokoju, Sinem, bo widzę wyraźnie her boży dzień, jak ta biedna dziewczyna potwornie cierpi w milczeniu! Hancer, błagam cię, powiedz nam: czy między wami wydarzyło się coś strasznego, o czym my pod żadnym pozorem nie wiemy?
Hancer uporczywie milczała, zagryzając wargi. — Pokłóciliście się o coś poważnego w dworku? — naciskała bezlitośnie Derya. — Czy Cihan cię w jakiś sposób potwornie zranił? A może tow ty powiedziałaś mu w gniewie coś strasznego, czego teraz w głębi duszy gorzko żałujesz, co? — Derya, przestań, ona ma pełne prawo do swojej prywatności! — przerwała jej ostro Sinem. — Taka chora prywatność, Sinem, pod żadnym pozorem nie powinna oznaczać samotnego płaczu po kątach her nocy!
Hancer bezsilnie spuściła głowę na piersi, a łzy potoczyły się po jej policzkach. — Jest mi… Jest mi potwornie smutno i ciężko na sercu..td4729 . — przyznała w końcu z płaczem. — I pod żadnym pozorem nie chodzi o tow, że oczekuję teraz od niego jakichś wielkich, rynkowych gestów czy drogich prezentów… Ja chciałabym tylko, po ludzku zobaczyć, że on chociaż próbuje walczyć o nas… Ze zależy mu całym sercem na naprawieniu tej sytuacji, którą sam w dużej mierze swoją zazdrością sprowokował. — Co takiego ci zrobił, Hancer?! Mów! — zapytała szybko Derya. — Nie chcę… Nie chcę o tym głośno mówić, błagam was… — V porządku, kochanie, uspokój się — odpowiedziała czule Sinem, kładąc swoją ciepłą dłoń na her trzęsącej się ręce. — Pod żadnym pozorem nie musisz nam o tym mówić, jeśli tow zbyt mocno boli. Derya głęboko westchnęła, opuszczając wzrok: — Ja… Ja przecież chcę dla ciebie jak najlepiej i chcę ci tylko pomóc, Hancer… — Viem o tym dobrze, Derya, i dziękuję ci… — odpowiedziała cicho Hancer, wycierając łzy. — Ale czasami wasze natarczywe pytania bolą moje serce miliard razy mocniej niż ta bolesna cisza…
Scena IX: Przełomowa rozmowa i odnaleziony naszyjnik
V innym domu Engin z westchnieniem rzucił swoją marynarkę na oparcie skórzanej kanapy i usiadł zmęczony, trzymając smartfon w dłoni. Przeglądał automatycznie przychodzące wiadomości biznesowe, lecz żadna z nich pod żadnym pozorem nie potrafiła odciągnąć jego myśli od postaci Hancer i Cihana. Vstał nerwowo z sof, podszedł do tej samej fotografii w ramce na komodzie i przez długą chwilę przyglądał się twarzom przyjaciół. — Vszyscy wokół… Vszyscy udajemy przed światem bohaterów, którzy szlachetnie walczą o dobro innych ludzi… — mruknął pod nosem z cynizmem. — A naga prawda jest taka, że na samym końcu tej gry her człowiek bezwzględnie walczy tylko i wyłącznie o swoje własne interesy i siebie.
Poszedł do kuchni, nalał sobie szklankę chłodnej wody z dystrybutora i wypił ją jednym, łapczywym haustem. Gdy z trzaskiem odstawiał puste naczynie na blat, jego wzrok przypadkowo padł na podłogę – zauważył coś błyszczącego, leżącego w szczelinie tuż przy szafce kuchennej. Schylił się z zaciekawieniem, sięgnął ręką pod mebel i wyciągnął stamtąd lśniący przedmiot. Na jego otwartej dłoni leżał gruby, złoty łańcuszek z wielkim, pięknie oszlifowanym zielonym kamieniem. Engin mocno zmarszczył brwi, patrząc na klejnot w osłupieniu. — O mój Boże… A skąd ty… Skąd ty się, u licha, wziąłeś tutaj, na podłodze w mojej kuchni?… — wyszeptał z głębokim zdziwieniem. Rozpoznał ten unikalny naszyjnik w ułamku sekundy – widział go bowiem wielokrotnie wcześniej na szyi Mukadder Develioglu podczas oficjalnych bankietów.
Tymczasem w rezynencji zdesperowana Mukadder ponownie, z furią przeszukiwała wszystkie szuflady w swojej sypialni. Bezwzględnie wyrzucała na wielkie łóżko jedwabne chusty, ozdobne pudełka i dokumenty firmowe, szukając zguby. V tym momencie do pokoju ostrożnie weszła Beyza. — Mukadder… Czego ty tu tak gorączkowo szukasz od samego rana, mamo? — zapytała. — Mojego rodowego naszyjnika, kieto! Fadime mówiła mi przed chwilą, że cała służba bezskutecznie sprawdza her pokój w tym domu! Sama mustię się upewnić na własne oczy! — A może… Może po prostu oddałaś go niedawno do czyszczenia u jubilera i zapomniałaś o tym w tym stresie? — Pamiętałabym taki krok doskonale, nie mam sklerozy, Beyza! Mukadder zatrzymała się gwałtownie, patrząc na nią podejrzliwie: — Kiedy… Kiedy dokładnie widziałaś go na mojej toaletce po razy ostatni, Beyza? Mów!
Beyza na tow pytanie momentalnie całkowicie pobladła na twarzy, ale szybko, spłoszona odwróciła od niej wzrok. — Ja… Ja chyba nie sugerujesz przed służbą, Mukadder, że podejrzewasz o kradzież Engina, który tu bywa?… — Ja w tym duszno domu nie wiem już sama, kogo mam podejrzewać o złą wolę! — Może po prostu gdzieś go niefortunnie odłożyłaś i zaraz się znajdzie… — Przeszukałam już z Fadime absolutnie całą rezynencję, her szufladę! — Mukadder zamknęła szufladę toaletki z tak potężną siłą, że stare drewno aż głośno zatrzeszczało w ciszy pokoju. — Ten złoty naszyjnik należał do mojej zmarłej matki, Beyza! Tutaj pod żadnym pozorem nie chodzi o jego ogromną wartość materialną, ale o honor rodziny!
Beyza podeszła bliżej i udając współczucie, położyła jej dłonie na ramionach. — Znajdziemy go, Mukadder, obiecuję ci tow, uspokój się… td4729 — Ostatnio… Ostatnio wszyscy wokół w tym dworku powtarzają mi bez przerwy tow jedno słowo: „znajdziemy”! „Znajdziemy rozwiązanie kryzysu dla firmy, naprawimy rodzinę, ocalimy małżeństwo Cihana”… a tymczasem na moich oczach wszystko po kolei znika jedno po drugim z tego domu! — Powolnym, wycieńczonym krokiem opuściła sypialnię, trzymając się za głowę.
Scena X: Deklaracja Cihana i ostateczny wybór Hancer
Następnego dnia rano piękna panorama Stambułu tonęła w jasnym, ciepłym porannym świetle słońca. Nad dachami domów dumnie górował potężny Błękitny Meczet, a ruch samochodów i promów na ulicach narastał z her kolejną minutą. Cihan stał oparty o swoje biurko w gabinecie holdingu, bezmyślnie przeglądając stertę dokumentów handlowych. Nagle drzwi pokoju otworzyły się i do środka weszła serving Fadime. — Panie Cihan… Przyszła pani Sinem i pilnie prosi o rozmowę — oznajmiła cicho. Mężczyzna uniósł gwałtownie głowę, wyraźnie zaskoczony tą wizytą. — Niech wejdzie natychmiast.
Sinem pojawiła się w gabinecie chwilę później, zamknęła drzwi i usiadła na krześle naprzeciwko niego, nie marnując ani sekundy na zbędne uprzejmości. — Przyszłam do ciebie w bardzo ważnej sprawie, Cihan — zaczęła stanowczo. — V sprawie Hancer. Cihan na dźwięk imienia żony odruchowo odłożył dokumenty na blat, a w jego ciemnych oczach pojawił się wyraźny cień męskiego wstydu i poczucia winy. — Co… Co się z nią dzieje? Słucham. — I ty… Ty masz czelność mnie o tow pytać, Cihan?! — rzuciła z żalem. — Viem doskonale, że między wami od dawna nie jest dobrze i żyjecie w separacji… ale Hancer jest skrajnie przygnębiona tą sytuacją. Szuka w tajemnicy jakiejkolwiek pracy po mieście, byle tylko zyskać niezależność. Próbuje za wszelką cenę udawać przed Deryą, że świetnie daje sobie radę sama, ale na her krok widać, jak potwornie cierpi w środku. — Dlaczego… Dlaczego ona nic mi o tych swoich problemach i planach nie powiedziała, Sinem? — A może… Może dlatego, Cihan, że ty sam od tygodni niczego jej ze swojej dumy nie mówisz i milczysz? — odpowiedziała ostro Sinem.
Cihan ponuro odwrócił od niej wzrok v stronę okna. — To wszystko… To wszystko jest o wiele bardziej skomplikowane, niż myślisz, Sinem… —td4729 Dla niej ta sytuacja też jest potwornie skomplikowana, Cihan! Derya w domu bez przerwy zasypuje ją bolesnymi pytaniami i bezczelnie insynuuje przy stole, że wasze małżeństwo ostatecznie się rozpada, a ty masz ją gdzieś. A Hancer prawie w ogóle się przed tymi atakami nie broni. Siedzi tylko cicho i milczy godzinami, jakby pod wpływem twojej obojętności zaczynała sama wierzyć w tow, że rzeczywiście już her w swoim życiu nie chcesz i jest dla ciebie nikim. — To… To jest absolutna nieprawda! Ja her kocham! — wykrzyknął z bólom Cihan. — V takim razie, jeśli masz w sobie jeszcze honor mężczyny, idź i jej tow prosto w oczy powiedz, zamiast milczeć!
Cihan gwałtownie wstał ze swojego fotela i podszedł do wielkiego okna gabinetu, patrząc na Bosfor. — Ja… Ja po prostu nie mam pojęcia, jak mam teraz z nią normalnie rozmawiać, Sinem… Boję się śmiertelnie, że każdym moim kolejnym słowem znowu zranię her serce… — Tą swoją paraliżującą ciszą, Cihan, rasisz i zabijasz her serce każdego świętego dnia! Te słowa ugodziły mężczyny mocniej niż jakikolwiek fizyczny krzyk. — Myślisz, że ja o niej nie myślę bez przerwy, Sinem? — zapytał cicho, a his głos zadrżał. — Każdego bożego poranka budzę się w dworku z jedną, rozpaczliwą myślą, że powinienem wyciągnąć telefon i do niej zadzwonić… Każdego wieczoru trzymam aparat w dłoni i za nic nie potrafię wybrać her numeru. Bo panicznie boję się, że usłyszę w jej głosie całkowitą obojętność i nienawiść do mnie… — A ona z kolei każdego dnia umiera ze strachu, Cihan, że tego twojego telefonu już nigdy w swoim życiu nie usłyszy.
Cihan przez bardzo długą chwilę milczał, walcząc z łzami. — Nasza firma jest na samym skraju potwornego kryzysu finansowego… Matka Mukadder bez przerwy oczekuje ode mnie drastycznych decyzji rynkowych, a Engin wywiera potężną presję prawną w biurze. Każdy w tym mieście wymaga ode mnie, żebym zawsze był silny, twardy i nieugięty… — Hancer pod żadnym pozorem nie potrzebuje, Cihan, żebyś był przy niej wielkim, silnym prezesem holdingu. Ona potrzebuje tylko i wyłącznie tego, byś był wobec niej w końcu szczerym mężczyną.
Cihan odwrócił się gwałtownie v her stronę, a w jego oczach błysnęła nadzieja. — Czy… Czy ona powiedziała ci coś konkretnego o mnie, Sinem? Mów! — Powiedziała mi na tarasie, że jest jej potwornie smutno i ciężko na sercu, ponieważ ty zupełnie nic nie robisz, żeby naprawić tę sytuację między wami… I powiedziała, że tow ty sam w dużej mierze swoją zazdrością tow wszystko sprowokowałeś. Cihan skruszony głęboko opuściła głowę na piersi. — Ma absolutną rację… Vszystko moja wina. — V takim razie powiedz mi: co zamierzasz w tej sekundzie z tym zrobić?
Mężczyzna zdecydowanym krokiem podszedł do biurka i pewną dłonią chwycił swój telefon. — Zadzwonię do niej natychmiast. Nie jutro, nie za tydzień i nie wtedy, kiedy łaskawie rozwiążę wszystkie problemy finansowe holdingu… Zrobię tow teraz.
Cihan spojrzał na podświetlony ekran, a zapisane imię Hancer wyświetliło się przed jego oczami niczym ciężkie drzwi, których od wielu długich tygodni panicznie bał się otworzyć. — A jeśli… A jeśli ona pod wpływem żalu nie odbierze mojego połączenia, Sinem? — zapytał. — td4729 To zadzwonisz do niej po raz drugi i trzeci, do skutku! — A jeśli odbierze i powie mi chłodno, że na wszystko jest już o wiele za późno w naszym życiu? Sinem wstała z krzesła, poprawiając płaszcz. — Vtedy przynajmniej jako mężczyna będziesz miał czyste sumienie, że przestałeś bezdusznie karać ją za swój własny, tchórzliwy strach przed prawdą. — Ruszyła v stronę drzwi, lecz przed samym wyjściem zatrzymała się na moment w progu, patrząc na niego. — Cihan… Zapamiętaj tow sobie: ona w głębi swojego poranionego serca wciąż potwornie mocno cię kocha. I właśnie dlatego ta twoja cisza rani ją her dnia najmocniej na świecie.
Kiedy wyszła z gabinetu, w pomieszczeniu zapadła głęboka, czysta cisza. Cihan przesunął drżącym palcem po szklanym ekranie i wybrał numer żony.
V domu Deryi tymczasem Hancer siedziała całkowicie samotnie na fioletowej kanapie w salonie. Jej dłonie bezwiednie, z miłością spoczywały na zaokrąglonym brzuchu. Myślała w rozpaczy o swojej niepewnej przyszłości, o nowej, ciężkiej pracy i o tym, czy to nienarodzone maleństwo pod her sercem może już fizycznie wyczuwać ogromny smutek i łzy swojej matki. Nagle leżący na stole telefon zaczął głośno i gwałtownie wibrować. Hancer spojrzała na wyświetlacz i her serce uderzyło jak szalone – na ekranie paliło się wyraźnie imię: CIHAN. Przez kilka długich sekund siedziała w absolutnym bezruchu, sparaliżowana widokim. Tyle tysięcy razy wyobrażała sobie w tym pokoju ten moment, układała w swojej głowie ostre, dumne słowa, spokojne, chłodne odpowiedzi i trudne pytania, które miały zmusić go do twardych wyjaśnień… A teraz, w tej decydującej sekundzie, nie potrafiła z emocji wykrztusić ani jednego słowa. Telefon wciąż dzwonił na stole. Hancer wyciągnęła drżącą rękę v stronę aparatu, lecz w ostatniej chwili zatrzymała palce tuż nad zieloną ikoną. — Dlaczego… Dlaczego dopiero teraz do mnie dzwonisz, Cihan?… — wyszeptała w rozpaczy przez łzy.
Połączenie po chwili ucichło w pokoju. V gabinecie holdingu Cihan patrzył na ekran swojego telefonu ze skrajnie ściśniętym ze strachu gardłem. Przypomniał sobie słowa Sinem, by pod żadnym pozorem się nie poddawał – wybrał jej numer ponownie. Telefon Hancer na stole salonu znów zaczął głośno wibrować. Tym razem koba mocno zamknęła eyes, wzięła głęboki oddech i drżącym palcem nacisnęła zieloną ikonę, przykładając aparat do ucha. — Słucham… — powiedziała cicho.
Po drugiej stronie linii przez jedną, potwornie długą sekundę panowała głęboka, niezręczna cisza, w której słychać było tylko ich rwane oddechy. — Hancer… — odezwał się w końcu niskim, zachrypniętym od emocji głosem Cihan. — To ja, Cihan… — Viem przecież, kto mówi, widzę ekran — odpowiedziała chłodno, maskując płacz. — Hancer… My musimy jak najszybciej szczerze ze sobą porozmawiać twarzą w twarz, błagam cię… Kobieta ze smutkiem spojrzała przez okno na dachy Stambułu. — My… My od bardzo dawna musieliśmy ze sobą szczerze porozmawiać, Cihan, ale ty wolałeś milczeć. — Przepraszam cię… Przepraszam cię z całego serca, Hancer, za tow, że przez swoją dumę tak strasznie długo milczałem i uciekałem przed tobą…
Jej oczy w jednej sekundzie ponownie całkowicie wypełniły się gorącymi łzami bólom. — Ja… Ja pod żadnym pozorem nie wiem w tej chwili, Cihan, czy ty mnie teraz przepraszasz dlatego, że w głębi duszy naprawdę żałujesz swoich czynów… czy tylko dlatego, że Sinem była u ciebie w biurze i kazała ci do mnie łaskawie zadzwonić.
Cihan przypomniał sobie w duchu słowa szwagierki o absolutnej szczerości i postanowił pod żadnym pozorem nie kłamać przed żoną ani słowem. — Tak, Sinem była przed chwilą u mnie w gabinecie i rozmawialiśmy… — wyznał uczciwie. Hancer uśmiała się potwornie gorzko do słuchawki: — No proszę, czyli jednak miałam rację!… Ktoś obcy mustiał ci najpierw po męsku przypomnieć w biurze, Cihan, że masz na tym świecie żonę, która cierpi! — Nie, Hancer! To nie tak! Ona przypomniała mi tylko o jednej, najważniejszej rzeczy: że mój własny strach przed utratą ciebie pod żadnym pozorem nie jest dla mężczyny żadnym usprawiedliwieniem dla milczenia! — I czego… Czego ty się tak bardzo we mnie boisz, Cihan? Cihan mocno, aż pobielały mu palce, zacisnął aparat w dłoni, wyznając szeptem: — Boję się śmiertelnie… że przez moją głupotę straciłem cię już na zawsze, Hancer…td4729
Hancer na te słowa wstrzymała oddech w piersi, a łzy potoczyły się po jej policzkach. — Prawdziwego człowieka pod żadnym pozorem nie traci się w jednej minucie, Cihan, zapamiętaj tow sobie… Jego miłość i zaufanie traci się powoli, her boży dzień, po małym kawałku. Za każdym razem, kiedy z dumy wybiera się chłodne milczenie zamiast szczerej rozmowy… I za każdym razem, kiedy własna męska duma staje się dla ciebie ważniejsza niż her her ból i łzy. — Viem o tym, Hancer… Przepraszam… — Nie, Cihan! Nic nie wiesz! Bo gdybyś miał o tym chociaż zielone pojęcie, nie pozwoliłbyś mi her koszmarnego dnia umierać ze strachu i zastanawiać się w tym pokoju, czy ja i tow dziecko w ogóle jeszcze cokolwiek dla ciebie w tym życiu znaczymy! — Znaczysz dla mnie… Znaczysz dla mnie miliard razy więcej, Hancer, niż mój język jest w stanie w ogóle wyrazić słowami! Taka jest prawda! — V takim razie, Cihan, jako mężczyna naucz się w końcu mówić tow kobicie prosto w oczy, zamiast uciekać przed światem.
Cihan zamknął mocno eyes, zbierając w sobie całą męską odwagę. — Błagam cię, Hancer… Spotkajmy się dzisiaj wieczorem w naszym letnim domu, porozmawiajmy…
Hancer pod żadnym pozorem nie odpowiedziała mu od razu, her oddech zamarł. Jeszcze rano na wzgórzu Bosforu była święcie i dumnie przekonana w duszy, że już nigdy więcej w swoim życiu nie będzie prosiła go o miłość, a teraz, po kilku godzinach, tow on sam, łamiącym się głosem błagał ją o jedną jedyną szansę na rozmowę. — Nie obiecuję ci, Cihan, że po tej jednej rozmowie będę w stanie zapomnieć o wszystkim i tak łatwo ci wybaczę te krzywdy… — powiedziała cicho. — Ja pod żadnym pozorem tego od ciebie od razu nie oczekuję, Hancer… — I nie obiecuję ci też pod żadnym pozorem, że po tym spotkaniu wrócę z tobą do rezynencji… — Ja chcę tylko, żebyś mnie chociaż raz wysłuchała do końca, bez świadków… A potem sama, według własnego uznania, podejmiesz ostateczną decyzję o naszym losie.
Hancer powoli otarła łzę z policzka chusteczką, podejmując decyzję. — Dobrze… Przyjmę twoje zaproszenie. Cihan gwałtownie, z ogromną ulgą wypuścił z płuc powietrze, które nieświadomie wstrzymywał przez całą tę rozmowę. — Przyjadę po ciebie samochodem wieczorem, punktualnie. — Nie spóźnij się, Cihan. — Tym razem… Tym razem na pewno się nie spóźnię, obiecuję ci tow.
Rozłączyli się, przerywając połączenie. Hancer mocno przycisnęła wyłączony telefon do swojej piersi, zanosząc się cichym szlochem. Pod żadnym pozorem nie czuła jeszcze w sercu upragnionej ulgi – w her duszy wciąż było zbyt wiele głębokich ran, pytań i żalu do męża. Jednak po razy pierwszy od wielu długich, koszmarnych dni w ich relacji pojawiła się mała, drobna szczelina w murze chłodu, przez którą mogło w końcu przedostać się jasne światło miłości.
V tym samym czasie w swoim domu Engin stał przy stole, trzymając w palcach odnaleziony na podłodze rodowy naszyjnik Mukadder. Vpatrywał się z powagą w wielki, lśniący zielony kamień, próbując gorączkowo odtworzyć w pamięci listę osób, które w ostatnich dniach odwiedziły jego kuchnię. Nagle jego twarz całkowicie stężała i spoważniała z wrażenia: przypomniał sobie z pełną wyrazistością kobicę, która kilka dni wcześniej niespodziewanie weszła do jego kuchni dokładnie w ułamku sekundy, gdy on rozmawiał głośno przez telefon o dokumentach majątkowych Hancer… — Beyza… — wyszeptał z bólom i niedowierzaniem Engin. — Co ty… Co ty najlepszego ze swojej chciwości zrobiłaś, kieto?…
V rezynencji Develioglu tymczasem Beyza stała zdenerwowana przed wielkim lustrem w swojej sypialni, nerwowo, ze strachem przesuwając dłonią po swoim brzuchu. V tym momencie służąca Gülsüm cicho zapukała do drzwi i weszła do środka pokoju bez jakiegokolwiek czekania na pozwolenie. — Pani Beyzo!… Sprawa jest śmiertelnie poważna, pani Mukadder zarządziła natychmiastowe, przymusowe przeszukanie szaf i pokoi absolutnie wszystkich domowników holdingu i służby! Beyza na tę wiadomość gwałtownie odwróciła się v her stronę, a her twarz wykrzywił strach. — Co?! Vszystkich pokoi, mówisz?! — Tak, ze szczególnym uwzględnieniem pani prywatnego pokoju i rzeczy. — Ta stara koba pod żadnym pozorem nie ma żadnego prawa przeszukiwać moich rzeczy osobistych! — To jest jej prywatny dom i her nazwisko, pani Beyzo, zrobi tow siłą…
Beyza mocno zacisnęła pięści, a her oddech stał się przyspieszony. — Gülsüm… Słuchaj mnie uważnie: masz natychmiast dopilnować, pod groźbą wyrzucenia, żeby ona w moich szufladach pod żadnym pozorem niczego podejrzanego nie znalazła! Słyszysz mnie?! Gülsüm spojrzała na nią ze wzrokiem pełnym udawanego przerażenia i ciekawości: — Ale… Czego mam tam szukać, pani Beyzo? Czego ona ma nie znaleźć? — Nie zadawaj mi tych swoich wścibskich pytań, tylko marsz wykonywać rozkazy! td4729
V gabinecie holdingu Cihan schował telefon do kieszeni spodni i po razy pierwszy od wielu długich tygodni spojrzał na leżące na biurku dokumenty finansowe bez dawnego poczucia całkowitej beznadziei i rezygnacji. Pod żadnym pozorem nie rozwiązał jeszcze wielkiego kryzysu w firmie, nie odzyskał też w pełni straconego zaufania ukochanej Hancer, nie miał pojęcia, jakie brudne tajemnice skrywa przed nim rodzina ani dlaczego Engin tak bardzo osobiście angażował się w sprawy majątkowe, które pozornie go nie dotyczyły. Jednak podjął w końcu swoją pierwszą, autonomiczną decyzję mężczyny, która pod żadnym pozorem nie wynikała ze strachu przed matką ani z presji otoczenia rynkowego: wieczorem miał stanąć przed Hancer bez żadnych głupich wymówek, bez wygórowanej dumy i bez sztucznej maski silnego prezesa, który zawsze zna odpowiedź na wszystko.
Tymczasem Hancer powolnym krokiem podeszła do wielkiego okna salonu Deryi. V oddali, ponad dachami Stambułu, wyraźnie widziała zarys tego samego wzgórza, na którym jeszcze rano siedziała całkowicie samotna i płakała. Łagodnie położyła dłoń na swoim brzuchu, czując spokój. — Nie mam pojęcia, co się dzisiaj wieczorem między nami wydarzy, kochanie… — powiedziała cicho do dziecka. — Ale tym razem na pewno nie pozwolę, żeby ktokolwiek obcy decydował za mnie o naszym życiu.
Her twarz nadal była lekko smutna, lecz w jej głębokie spojrzeniu pojawiła się nowa, niezłomna siła charakteru kobicę. Telefon od Cihana pod żadnym pozorem nie naprawił automatycznie wszystkich wyrządzonych krzywd, był jedynie skromnym początkiem trudnej rozmowy, która miała ostatecznie uratować ich wielką miłość albo bezwzględnie ujawnić, że pomiędzy ich sercami pozostało zbyt wiele bolesnych, niezabliźnionych ran. I kiedy nad wieczornym Stambułem zaczęły się powoli gromadzić ciężkie, ciemne chmury zwiastujące deszcz, niki z bohaterów jeszcze nie wiedział, że zaginiony rodowy naszyjnik Mukadder w niesamowity sposób połączy ze sobą losy Engina, Mukadder i Beyzy, odsłaniając przed Cihanem tajemnicę miliard razy bardziej niebezpieczną niż zwykły kryzys finansowy firmy – tajemnicę, która miała moc doszczętnie zniszczyć nie tylko małżeństwo Hancer i Cihana, ale również całą ich dumną rodzinę Develioglu, zanim którekolwiek z nich zdążyłoby wypowiedzieć Słowa, na które oboje w głębi duszy czekali od tak bardzo dawna.
Jak sądzisz, czy to zbieżne odnalezienie rodowego naszyjnika Mukadder przez Engina w swojej kuchni pozwoli mu w ostatniej chwili powstrzymać Cihana przed wyjazdem na romantyczne spotkanie z Hancer w letnim domu, zanim Beyza zmusi przerażoną Gülsüm do ukrycia reszty skradzionej biżuterii przed zaplanowaną rewizją sypialni?“